Zapowiedź Dying Light

Wrocławskie studio Techland, ostatnimi laty, kojarzone jest głównie z nurtem gier w klimatach zombies. Po udanym Dead Island, i mniej udanej kontynuacji o podtytule Riptide, wrocławianie wracają do korzeni. Dead Light jest ich najnowszym projektem osadzonym w cyfrowym mieście Harran, nadgryzionym przez epidemię nieznanego wirusa. Jak się pewnie domyślacie, słodkie życie mieszkańców zamienia się w koszmar, a oni sami w krwiożercze zombies.

Dying Light to aktualnie jedna z najciekawszych gier o zombies, które zmierzają na PlayStation 4 oraz Xbox One.
Dying Light to aktualnie jedna z najciekawszych gier o zombies, które zmierzają na PlayStation 4 oraz Xbox One.

Wrocławski Techland się rozwija, firma otwiera właśnie nowe skrzydło, zatrudnia aktualnie 270 pracowników i bez kompleksów uderza w nową generację konsol. Dying Light jest projektem, który opisany powinien być dwoma pojęciami: cyklem dnia i nocy, jak również rozgrywką emergentną. Swoboda działania i poruszania się jest kluczową kwestią nowej gry Techlandu. System rozgrywki jest naszpikowany akcjami rodem z Mirror’s Edge, elementami parkour i eksploracją. Generalnie w Dying Light będziemy starali się przetrwać w mieście zniszczonym przez epidemię. W przetrwaniu mają pomóc nam nasze umiejętności akrobatyczne, które pozwolą nam wspinać się na wyższe kondygnacje obiektów, dachy budynków, gzymsy czy mury. Z tego poziomu będziemy wstanie ”ogarnąć” całą sytuację odgórnie, wyprzedzić zombies o kilka kroków, lub też zaatakować ich z ukrycia. Skradanie się w Dying Light to aspekt kluczowy, ponieważ przeciwników będzie sporo, mamy do czynienia z setkami, jak nie tysiącami, zarażonych ludzi. Eksploracja to też szansa na odkrycie zagadki wybuchu epidemii. Techland na dzień dzisiejszy milczy w kwestiach czysto fabularnych, ale twórcy przyznają, że to na graczu spoczywać będzie obowiązek rozwiązania tej tajemnicy.

Drugą cechą charakterystyczną tego projektu jest, tak zwana, emergentna rozgrywka. Z czym to się je, zapytacie? Jest to model swobodnego prowadzenia rozgrywki, gdzie wydarzenia na ekranie obliczane są w czasie rzeczywistym, a świat gry nigdy nie wygląda w ten sam sposób, co chociażby wczoraj. W skrócie – nigdy nie wiesz, gdzie, kiedy i kogo spotkasz, jak to spotkanie się skończy i czy przeżyjesz. Emergentna rozgrywka to również wspomniana wcześniej eksploracją. Techland zaprezentował już kilka zwiastunów i dem technologicznych. Wrocławianie starają się wykreować jak najbardziej zbliżony do rzeczywistego świat gry. Toteż miasto, a raczej to co po nim zostało, jest projektowane od podstaw. Fajne jest jednak to, że miasteczko jest małe i malownicze, niczym z klasycznych horrorów o zombies z lat 80, czyli łatwiej się jest z nim zżyć, przyjąć jako rzeczywiste i wczuć w rolę ocalałego. Osobiście nie przepadam za ogromnymi metropoliami w grach wideo, wolę zwiedzać i eksplorować małe, przytulne, klimatyczne miasteczka, a takim będzie Harran. Twórcy wkładają wiele pracy i serca w to, abyśmy poczuli się mieszkańcami miasteczka.

Walka przy użyciu...no właśnie, czego?
Walka przy użyciu…no właśnie, czego?

System ”natural movement”, czyli swobodne przemieszczanie się po mieście, ma służyć jeszcze jednemu celowi. W grze otrzymamy wiele zadań do rozwiązania, zarówno tych głównych, jak i pobocznych, co wpłynie bezpośrednio na nasze wybory. Ścieżek do celu ma być sporo, a samo Dying Light ma oferować swobodę w wybieraniu drogi do celu. Warto tutaj wspomnieć o ciekawym patencie, otóż nasze wybory wpłyną na poziom trudności. Niektóre drogi będą przystępniejsze, z mniejszą ilością walki, ale za to dłuższe, trudniejsze od strony eksploracji. W parze z otwartością i dowolnością rozgrywki idzie również dynamika. Nie raz natrafimy na losowe wydarzenie, w których będziemy mogli wziąć udział. Dajmy na to, że przechadzając się po okolicy zauważymy grupkę zombies dobijających się do jakiegoś budynku. Od nas zależeć będzie czy sprawdzimy kto ukrył się w środku, czy żyje, co ma nam do zaoferowania. Innym razem możemy być świadkami pościgu umarlaków za bogu ducha winnymi mieszkańcami miasta – od gracza zależeć będzie czy dołączy do bójki, czy też nie.

Najciekawszym elementem Dying Light jest jednak system dnia i nocy. Pamiętacie film I am Legend z Willem Smithem w roli głównej? To tam za dnia miasto było kompletnie wymarłe, a w nocy zombies grasowały w poszukiwaniu ofiar. Tak samo będzie w produkcie Techlandu. Cykl dnia i nocy wpłynie bezpośrednio na czynność i ruchliwość zombies na ulicach miasta. Można wręcz stwierdzić, iż za dnia to Ty jesteś łowcą, a w nocy zwierzyną. Umarlaki po zmroku robią się agresywniejsze, szybsze, więcej słyszą i widzą, a ich głód jest wzmożony. Za dnia mogą Ci odpuścić, ale w nocy popędzą za Tobą do końca. Tutaj kłania się system ”natural movement”, dzięki któremu wdrapiemy się na najwyższe budynki w mieście. Nasza sytuacja w nocy robi się o tyle gorsza, że zombies atakować będą grupami. Autorzy gry przygotowali też wiele ciekawych skryptów – w ferworze ucieczki zombies wyskoczą na nas wielu miejsc, przyszykują na nas zasadzki, dzięki temu ciągle czujemy się zagrożeni. Techland wymaga od gracza ciągłej ucieczki, jeżeli gracz się zatrzyma, może liczyć się ze śmiercią.

Środowisko gry jest ogromone i pozwala na swobodną eksplorację.
Środowisko gry jest ogromone i pozwala na swobodną eksplorację.

Sceny nocne bazują na pewnym szkicu. Generalnie nie powinniśmy się wychylać, skacząc po dachach, kryjąc się w cieniu i nie wychylać zbyt często. Najłatwiej jest pozostać na wysokości, monitorując ruchy i pozycje wroga. Agresja wrogów potęgowana jest przez to, jak bardzo narozrabiamy w okolicy. Generalnie, rozgrywka stanowić ma wyzwanie zarówno dla hardcore’owych graczy, jak również dla średnio zaawansowanych. Toteż cykl dnia i nocy jest idealnym kompromisem. Nocą tylko jedno miejsce, w zasadzie, powinno być naszym celem odgórnym. Chodzi tutaj o schroniska, w których szczelnie i w ukryciu przebywają ocalali. To tutaj powinniśmy się kierować po zmroku, ale nie w każdym schronisku nasza reputacja pozwoli nam wypocząć. Ty rozgrywasz swoją historię, Ty wybierasz środki działania, Ty kierujesz swoim losem, a więc nie zdziw się, jeżeli innym się to nie spodoba.

Dying Light szykuje się na PlayStation 4 i Xboksa One. Techland dokłada wszelkich starań, aby gra wyglądała porządnie, jednocześnie stawiając na dynamizm akcji. Już po pierwszych materiałach wideo można stwierdzić, iż jest to najlepiej wyglądający tytuł z Wrocławia. Ciekawi mnie tylko to, o jak rozległym mieście mówimy, ile zakamarków zwiedzimy i czy nie będą one robione techniką ”kopiuj-wklej”. Warto tutaj zaznaczyć, iż gra funkcjonować będzie w pełnej rozdzielczości 1080p, czyli najwyższej jakości prezentowanej na dzisiejszych sprzętach. W ruchu to wszystko wygląda przekonująco, a sami zombies straszą. Gra śmiga na szóstej generacji silnika Chrome, który wykorzystuję w pełni bazę atrakcji oferowanych przez sterowniki DirectX 11. Dzięki niemu możemy przyglądać się rozległym, pełnym detali panoramom miasta.  

Dlaczego (nie)czekamy?

+ cykl dnia i nocy

+ klimatyczne miasteczko

+ system rozgrywki i poruszania się głównego bohatera

+ nowa jakość grafiki w grach Techlandu

– mało wiadomo o kwestiach fabularnych gry

– otwartość świata może okazać się sztuczna

Written By
More from konadmin

Zapomnijcie o next-genach na tegorocznym E3

Na największej gamingowej imprezie globu zabraknie nowej generacji. Nie tak dawno wspominał...
Read More