UFC 2010

recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, Ultimate Fighting Championship
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, ufc_fight

Kto słyszał o MMA? Jeszcze kilka lat temu - mało kto. Ten zaś kto słyszał, przeważnie nie mógł opowiedzieć o tym sporcie więcej niż że polega na "wymieszaniu sztuk walki" i że "walczy się tam w klatkach". Dziś rozprawia się sporo o Konfrontacjach Sztuk Walki.

Kto słyszał o MMA? Jeszcze kilka lat temu – mało kto. Ten zaś kto słyszał, przeważnie nie mógł opowiedzieć o tym sporcie więcej niż że polega na „wymieszaniu sztuk walki” i że „walczy się tam w klatkach”. Ostatnio, po udanych występach Pudziana, domorosłych ekspertów wyrosło trochę więcej. Dość typowe to zjawisko. Gdy sukcesy święcił Małysz, każdy wiedział wszystko o rodzajach smarów do nart. Gdy Kubica bił życiowe rekordy, ekspertów od Formuły 1 można było wiązać na pęczki i sprzedawać w Makro. Dziś rozprawia się sporo o Konfrontacjach Sztuk Walki. Tym, którzy – jak niżej podpisany – zachodzą czasami w głowę, czym się właściwie różni MMA od tzw. „wolnej amerykanki” najnowsza gra THQ pozwoli na nieco korepetycji w tym temacie.

Pięć minut w Googlach i dowiedzieć się można, że UFC (Ultimate Fighting Championship) jest największą federacją MMA na świecie, a jej pozycja – zwłaszcza po wykupieniu japońskiej pride fc – jak na razie nie jest zagrożona. Charakterystyczny, ośmiokątny ring otoczony jest siatką, ale oczywiście nie jest to żadna „klatka”. Reguły walki są, wbrew pozorom, bardzo precyzyjne – walka, na wzór judo czy jiujitsu, podzielona jest na parter i stójkę, a zabronione są np. uderzenia głową i w krocze. Ale właściwie po co o tym pisać, skoro każdy może się przekonać po prostu grając?

Nie jest to pierwsza gra THQ o tej tematyce – UFC Undisputed 2010 jest już drugą po zeszłorocznej odsłoną gry (UFC 2009 Indisputed – mała różnica). THQ nie była też pierwsza – choć jej tytuł jest kilka klas lepszy od wersji programistów z Crave. Na karku za to siedzi jej konkurencja z EA Sports – na propozycję tych zawodowych implementatorów dyscyplin sportowych dopiero czekamy. EA jednak bardzo trudno będzie przebić propozycję THQ.

recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, Ultimate Fighting ChampionshipNa pierwszy rzut oka UFCU’10 nie różni się zbytnio od wersji z 2009. Właściwie – nie jest to wada. Grafika wersji zeszłorocznej była bliska ideału. Jakieś 30 tysięcy poligonów na każdego zawodnika (i panie od pokazywania numeru rundy), właściwie nieprzerwane 60 klatek na sekundę, rozdzielczość 1080p. Wszystko to prezentuje się bardziej niż dobrze. Bez zarzutu jest też kontrola detekcji – ciosy lądują na przeciwniku dokładnie wtedy, kiedy powinny. Nie ma „efektu Chucka Norrisa” i nikt nie ląduje na deskach, mimo iż nasza pięść minęła jego twarz o kilka centymetrów. Ale tutaj uprzedzamy nieco wypadki. Zanim bowiem zadamy pierwszy cios w grze, dawno zauważymy, że UFCU’10 różni się znacznie od ’09.

Od samego początku obcowania z grą UFCU’2010 wystrzeliwuje do nas całą amunicję swych nowości w stosunku do poprzedniczki. Walki wyglądają w końcu jak transmisje sportowe, nasz pupil daje nawet wywiady i nie zawsze mówi od rzeczy. Ba, nawet można sobie pooglądać inne walki wieczoru! Urodziwa pani z UFC nakręca nasze treningi i bombarduje nas mailami, a prezenterzy telewizyjni komentują obficie nasze wyczyny z poprzedniego wieczoru. Dopóki nie zauważymy, że zarówno komentator, jak i nasz pupil zaczynają się powtarzać, a panienka pisze wciąż te same maile, można się czuć naprawdę wciągniętym. Z tego też powodu tryb Kariery jest – podobnie jak w ’09 – najlepszym trybem rozgrywki dostępnym dla jednego gracza. Z pomocą bardzo bogatego w opcje edytora kreujemy własnego zawodnika i przeprowadzamy go przez wszystkie szczeble kariery – od początkującego „supportera”, rozgrzewającego publiczność przed Walką Wieczoru aż po pas mistrzowski i zasłużoną emeryturę.

Walki odbywają się z różną częstotliwością – w zależności od fazy sezonu – średnio wypadają co kilka tygodni. Między nimi jednak nasz pupil nie próżnuje – co tydzień mamy do wyboru jedną z licznych opcji. Możemy trenować jedną z podstawowych charakterystyk (obniżając przy tym lekko inne, co nadaje nowy wymiar strategiczny rozgrywce), możemy pojechać na zgrupowanie, by nauczyć się nowych, specjalnych ciosów, możemy umówić się na sparing, leczyć kontuzję po takowym… Jest z czego wybierać. A nie jest łatwo – musimy wykazać się sporym wyczuciem i umiejętnościami, by do walki stanąć w szczytowej formie przy minimalnym zmęczeniu.

recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, Ultimate Fighting Championship

To jednak nic w porównaniu do samej walki. Weterani ’09 mogą czuć się pewniej – choć mechanika zmieniła się znacznie, z pewnością szybko nadrobią „zaległości”. Nowicjusze jednak (a do nich zalicza się niżej podpisany) mogą przeżyć lekki szok. To naprawdę nie jest prosta gra! Tutorial przed pierwszą walką jest niezbędny – o czym boleśnie przekonałem się na własnej skórze. A raczej: na skórze mojego „pupilka” (a tryb save’owania, nawiasem mówiąc, jest czysto automatyczny, wszelkie kontuzje zostaną, nic nie da się odwrócić!) Sam Tutorial nie załatwi jednak sprawy. Nauczy nas, jak się poruszać na ringu, ale nie jak poruszać się po nim tak, by zyskać przewagę. Podobnie z jakąkolwiek strategią w stójce czy w zwarciu – do wszystkiego musimy dochodzić sami. Chyba, że oglądamy prawdziwe walki codziennie lub mamy jakieś wyczucie strategii. Ja musiałem się zdać tylko na to ostatnie. Do dzisiaj nie jestem żadnym autorytetem w tej kwestii, ale najogólniejsze wrażenia mogę przecież opisać. Gra jest piekielnie skomplikowana. Oprócz energii życiowej naszego zawodnika kontrolować musimy również jego zmęczenie. Zawodnik, który „wystrzelał” się na kilkanaście ciosów na oślep, w większości zblokowanych przez przeciwnika, jest bardzo podatny na nokaut. Dlatego warto korzystać z odpoczynku, np. w klinczu. Kilka dobrze wycelowanych low kicków z pewnością odpowiednio zmiękczy przeciwnika – i, jeśli preferujemy judo lub jiu-jitsu, odpowiednio go nam ustawi przed decydującym atakiem. Strategii jest tu zresztą tylu ilu zawodników (to zresztą chyba najbardziej pociąga w tym sporcie również „w realu”). Ofensywna gra może zagwarantować nokaut w pierwszych dziesięciu sekundach – ale na początku prawie na pewno będzie to nokaut na nas.

       
Swoją drogą, nokauty w tej grze są piękne. W kilku powtórkach w zwolnionym tempie możemy całe zajście obejrzeć z najróżniejszych kątów widzenia. W szczegółach widać wtedy perfekcję detekcji kolizji. Komentarze są zabójcze nie mniej niż ciosy – dopóki nie zaczną się powtarzać. Z drugiej strony – czy pamięta ktoś grę sportową, w której nie byłoby to problemem? Skoro już przy efektach akustycznych jesteśmy, to ścieżka dźwiękowa jest nieco irytująca – ale może to kwestia gustu muzycznego. Co do pozostałych dźwięków – nie mam zastrzeżeń. Wszystko brzmi niemal jak w rzeczywistości.

Pozostałe tryby rozgrywki dla jednego gracza pozwolą nam na szybsze wejście do akcji jż e pełni ukształtowanym zawodnikiem. Swoją drogą, jest ich tu do wyboru jeszcze więcej niż rok temu. Z ponad 80 ich liczba wzrosła do ponad 100. Poza oczywistymi zaletami, ma to jednak kilka wad. Przy tak wielkiej ilości nie do końca mimo wszystko fikcyjnych charakterów trudno tu o staranne wyważenie możliwości. Taki np. „Minotaur” Nogueira jest dopakowany w zbyt oczywisty sposób. Ale to jak w życiu – są dobrzy i lepsi. Skomplikowany system walki i tak preferuje bardziej doświadczonych graczy. Co do samych trybów, to wyróżnia się tylko Ultimate Fights – walki z zadaniami. Wykonując specyficzny cios w określonym momencie walki możemy odblokować cenne i pomocne bonusy. Możemy też całkowicie to zignorować – jest to tryb, w którym najszybciej możemy „ustawić” walkę na interesujących nas parametrach. Do niezbędnego treningu rzecz wręcz obowiązkowa.

Możemy też zmierzyć się ze znajomymi w trybie Multiplayer.recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, ufc fighter2 Jeśli ktoś boi się ośmieszenia po sieci, jest to najlepszy – i najzabawniejszy – sposób na trening. Na specjalną wzmiankę zasługuje tryb turnieju – do 16 graczy ustawiamy w drzewko i rozgrywamy turniej. Po sieci też możemy grać oczywiście – o ile nie boimy się lagów. Jedyną nowością w stosunku do ’09 jest opcja łączenia się w tzw. Fight Camps, czyli, w luźnym tłumaczeniu, kluby sportów walki. Jest to wiązka drobnych a miłych opcji. Każdy klub ma swoje logo, swoje motto dnia i jego członkowie mogą ustawiać się na walki towarzyskie. Mała tak naprawdę rzecz – a cieszy. Jak zwykle z tego typu eksperymentami „social networking” – wszystko zależy od graczy. Prawdę mówiąc, jestem ciekaw, w co się to może rozwinąć. Aha, jeszcze jedno – by grać po sieci, trzeba być zaopatrzonym w swój kod. Każdy kupiony egzemplarz taki kod ma. Jeśli jednak gramy na pożyczonym – kod można kupić za niewielką cenę.

Czas pokusić się o jakieś podsumowanie. Ponad setka zawodników do „ogrania”. Tygodnie, może nawet miesiące treningu w umiejętności gry. Ogromne menu w trybie kariery – a wszystko do rozpracowania „na piechotę”. Jeśli tego jeszcze by nam było mało – ogromne możliwości towarzyskie zarówno w kumplami, jak i po siebie (Fight Camps!). Nawet jeśli THQ wyda kolejną odsłonę w 2011, większość graczy będzie czerpała z inwestycji w UFC Undisputed 2010 satysfakcję i rozrywkę przez o wiele dłuższy czas. Pomimo kilku błędów technicznych i powtarzających się dialogów, szczerze polecam. Następnym razem, gdy Pudzian będzie walczył będziemy mogli pokusić się o bardziej profesjonalne komentarze. O ile oczywiście Pudzian zostawi nam czas na ich wygłoszenie.

Tags from the story
, ,
Written By
More from konadmin

Nowe DLC ROCK BAND 3

Zobacz jakie hity Bon Jovi są udostępnione w najnowszym DLC gry Rock...
Read More
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, ufc_fight

Kto słyszał o MMA? Jeszcze kilka lat temu - mało kto. Ten zaś kto słyszał, przeważnie nie mógł opowiedzieć o tym sporcie więcej niż że polega na "wymieszaniu sztuk walki" i że "walczy się tam w klatkach". Dziś rozprawia się sporo o Konfrontacjach Sztuk Walki.

" />