TEKKEN 6 – Powrót w Wielkim Stylu

recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, tekken6
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, tekken6

Gier z serii Tekken zapewne żadnym graczom przedstawiać nie trzeba – a już najmniej posiadaczom PlayStation.

 

Gier z serii Tekken zapewne żadnym graczom przedstawiać nie trzeba – a już najmniej posiadaczom PlayStation. Tytuł ten od samego początku jest przecież związany z konsolą firmy Sony. Pierwsza część serii powstała w 1994 roku – czyli wtedy, gdy na rynek wchodziło PS. Już rok później pierwszy Tekken przywędrował na tę platformę z „automatów” i, można rzec, zadomowił się tam na dobre. Ten schemat utrzymał się do dziś – zawsze rok po premierze wersji arkadowej kolejne części pojawiały się na konsolach spod znaku Sony. Tekken Tag był w czasie szczytowego powodzenia serii jednym z system sellerów PlayStation2, a Tekken 5 (uważany przez fanów za odbicie się od dna po fatalnej „czwórce”) odgrywał podobną rolę względem PS3.

Tekken 6 wszedł na rynek w czasie wzmożonej konkurencji – gatunek bijatyk przeżywa niezaprzeczalnie okres odnowy. Street Fighter, Virtua Fighter i Soul Calibur (ten ostatni wydawany przez tę samą firmę, co T6 – Namco) – wszystkie one tak jak Tekken posiadają swoich zagorzałych fanów i równie mocno zdeklarowanych przeciwników. Zobaczmy, jak w tej „dżungli” radzi sobie T6.

Skoro więc Tekkena jako takiego przedstawiać nie trzeba, zacznijmy od wyliczenia, czym „szóstka” różni się od poprzedniczek. Na pierwszy ogień to, co widać najwyraźniej – bohaterowie. Tak licznej plejady nie było dotąd w żadnym tytule z tej serii. Obok starych i lubianych mamy aż siódemkę (!) całkowicie nowych. Nie spoilując zbytnio wymieńmy ich tylko: gruby Bob z Ameryki, nowy Jack (z numerem 6) z G Corp., gibka Zafina – zabójczyni, Miguel – hiszpański wykidajło, Leo – szybki hermafrodyta oraz Lars z Tekken Force i nie-do-końca ludzka Alisa.
Co do ciosów, generalnie znani z wcześniejszych części bohaterowie zachowali swój repertuar ciosów w całości. Każdy też dostał kilka nowych możliwości, co sprawia, że odkrywanie nowych taktyk zajmie na dłużej nawet najbardziej pojętnych w tej materii graczy. Dodatkowo, kilku znanym postaciom zmienił się nieco styl walki – niby ciosy te same, a jednak zupełnie inne kombinacje okazują się skuteczne, podczas gdy stare zawodzą. Nie zdradzę w tym miejscu żadnych szczegółów – po prostu życzę Czytelnikom tej samej radości z niektórych niespodzianek. Może warto tylko wspomnieć, że styl Zafiny odstaje od innych mniej więcej tak mocno, jak wcześniej Eddie, czy nawet jak styl Voldo w Soul Calibur –  podobieństwa do tego ostatniego są zresztą niepokojąco liczne. Ale odbiegliśmy od tematu.

Co ciekawe, zmiany stylu walki są teraz częściowo pod kontrolą gracza dzięki opcji Bound. Oznacza to całkowicie nowe możliwości rozwiniętych combosów i juggli. [juggle – z ang. „żonglerka”: taki dobór serii ciosów, by następne dosięgały przeciwnika wtedy, gdy w wyniku zaaplikowania poprzednich znajduje się on jeszcze w powietrzu, co uniemożliwia jakąkolwiek reakcję z jego strony – przyp. red.]

Możliwość podrasowania w ten sposób postaci gracza połączono z możliwością ulepszenia gracza komputerowego. Opcja ghost file umożliwia wzbogacenie AI dzięki nagraniu w specjalnego pliku zawierającego informacje o charakterystycznych zachowaniach ludzkiego przeciwnika i najczęściej używanych przez niego stylach. Pomysł ten został po raz pierwszy zaprezentowany w Tekken: Dark Resurrection. Tu jednak został znacznie rozbudowany.
Inną ciekawą nowością jest opcja Rage: w sytuacji podbramkowej, najczęściej wtedy, gdy do pomyślnego zakończenia rundy został przeciwnikowi tylko jeden solidny cios, postać zadaje znacznie większe obrażenia. Podobne urozmaicenie zastosowano w Soul Calibur – tzw. Critical Finish, potężny cios kończący walkę automatycznie, możliwy jednak do wystosowania tylko wtedy, gdy postaci pozostało niewiele życia, zaś przeciwnik wyczerpał swoją energię skutkiem np. nadużywania bloku. Rage ma jednak o wiele mniejsze znaczenie taktyczne.

Graczom obdarzonym rozwiniętym poczuciem humoru i/lub wyobraźnią z pewnością spodoba się opcja utworzenia własnego bohatera – zawsze na podstawie któregoś z „bohaterów oficjalnych”, ale poza tym można już przecież puścić wodze fantazji. Potem można (a nawet trzeba) swego pupila wyposażać w coraz lepszy ekwipunek – niby w jakimś RPG. Na tym polu największą nowością są… bronie (do tej pory charakterystyczne dla serii Soul Blade – Soul Edge – Soul Calibur, jeśli nie liczyć kilku nieudanych prób, np. w MK4). Co prawda wyglądają one jakby zostały przylepione do postaci na rodzaj „Super-Kropelki”, ale można z nich zrobić skuteczny (i morderczy!) użytek z pomocą tzw. item-moves – kolejnej znacznej nowości.

Aby jednak móc używać broni trzeba ją najpierw zakupić. Każdy ponadprogramowy ekwipunek ma przecież swoją cenę – a wirtualne pieniądze trzeba najpierw wirtualnie zarobić. Tradycyjnie już, najskuteczniejszym sposobem zarobku (a także sposobem na odblokowanie niektórych postaci) jest tryb Scenario Campaign. Pomysł ten, znany z poprzednich wersji Tekkena jako Tekken Force zmienił tu nazwę i został znacznie rozbudowany. Pozwala nam bliżej zapoznać się z dwoma spośród nowych postaci – Larsem i Alisą. To jednak jest, obok niemal dwóch godzin cut-scenek oraz wspomnianych już kwestii pseudo-ekonomicznych, chyba jedyną zaletą tego trybu. Grubo ciosana mechanika, możliwość przejścia całej gry na dwóch kombinacjach ciosów (jedna na bossów, druga na wszystko inne) i wręcz surrealistycznie niedorzeczna fabuła (najpierw Tekken Force bije resztę świata, a potem gracz i zbuntowanych 30.000 – czemu nie 300? – żołnierzy bije Tekken Force) sprawiają, że dłuższe rozpisywanie się o tej mini-grze byłoby stratą cennego czasu Czytelników. I tak każdy to przejdzie, bo musi – jeśli chce mieć odblokowane dodatkowe opcje. Cóż, w końcu za zakup jednej gry dostajemy drugą gratis – można się było spodziewać, ile jest warta gra za darmo. Dokładnie tyle, ile wynosi jej cena. Choć trzeba przyznać, że takie nawiązanie do chodzonych nawalanek (Double Dragon! Punisher!) potrafi wytworzyć łezkę w oku niejednego starego (z taaaką brodą) gracza.

Poza wymienieniem nowości należy się również Czytelnikowi zdanie sprawy z największych potknięć gry. Według mnie można je podsumować w trzech słowach: grafika, dialogi, technikalia. Od razu jednak zaznaczę, że z wyjątkiem tej ostatniej grupy, wady nie rzucają się zbytnio w oczy. Gracz zafascynowany doskonaleniem techniki walki czy odkrywaniem ukrytych bonusów może ich przez dłuższy czas nie zauważyć. Trzeba przecież oswojenia z grą i pewnego rodzaju rutyny, by zacząć zwracać uwagę np. na jakość tła.

A właśnie tłu – czy może dokładniej: niektórym spośród nich – można zarzucić najwięcej. Obok naprawdę dopracowanych spotykamy też takie, w których dwuwymiarowe plany rozjeżdżają się względem siebie i straszą pikselozą. Niekiedy nawet grzebanie w ustawieniach grafiki mało pomaga. Te ostatnie są zresztą zaskakująco skomplikowane – ilość opcji sprawia zrazu wrażenie przesady. Istnieje jednak duża grupa graczy, dla których każda klatka na sekundę może mieć znaczenie. Miło, że Namco pamięta również o nich. Dla równowagi można jednak dodać, że animacja postaci jest po prostu świetna – tutaj wielość ustawień naprawdę się przydaje. Należy jednak pamiętać, że taka jakość jest obecnie standardem w grach tego gatunku. Mam wrażenie, że w porównaniu z chociażby wspominanych już SC4, T6 wypada odrobinę gorzej.

Nieco irytujące – lub, wbrew zamierzeniom autorów, niekiedy komiczne – bywają też dialogi. Gracz nie ma wyboru między wersjami językowymi, przez co część postaci mówi wyłącznie po japońsku, podczas gdy pozostałe nie odezwą się inaczej niż po angielsku. Owocuje to bardzo częstymi starciami lingwistycznymi między Wschodem i Zachodem – dialogi są przez to nierealistyczne. Że już nie wspomnę, że większość z nich i tak jest ściągnięta żywcem z T5. W porównaniu (znowu) do obowiązujących standardów wypada to kuriozalnie. U konkurencji mamy wybór między całością po japońsku i po angielsku, w ostateczności – możemy włączyć angielskie napisy. Tu zaś taki lingwistyczny, odgrzewany misz-masz. Czemu?

I znowu – jak w przypadku grafiki – zalety do pewnego stopnia równoważą wadę. Soundtrack jest bowiem świetny (powinni go wydać na oddzielnej płycie), zaś efekty dźwiękowe – dopasowane.

Żadnej przeciwwagi nie ma tylko ostatnia grupa wad – nazwijmy je „problemami technicznymi”. Jedną z nich jest irytująco wręcz długi czas ładowania. W porównaniu do poprzednich tytułów serii – wręcz ogromny. Niżej podpisanemu, który wyraźnie pamięta jeszcze czasy „wgrywania” gier z taśmy magnetofonowej, tak długi czas oczekiwania na walkę nasuwał dość jednoznaczne skojarzenia. Na PSX pełna instalacja gry skutecznie zwalcza ten problem, lecz na PS3 pomaga niewiele. Ta niedogodność to jednak nic w porównaniu do działania opcji „Vs.” w trybie „Online”. Sieciowy kod gry jest całkowicie zepsuty! Częste zrywanie połączenia skutecznie uniemożliwia rozrywkę w tym trybie.

Mimo wspomnianych wad w całościowym spojrzeniu gra wypada lepiej niż dobrze. Pozostawia miłe wrażenie docenienia graczy na każdym poziomie zaawansowania. Podstawy bardzo łatwo opanować, zaś wspomniane opcje Bound i ghost file nie pozwalają się znudzić grą nawet najwytrawniejszym graczom. Grafika mimo kilku potknięć prezentuje się poprawnie, jakość efektów dźwiękowych stoi powyżej średniej, a na fabułę w bijatykach przecież nikt tak naprawdę nie zwraca uwagi. Najbardziej bolą wady techniczne, gdyż tu nie można znaleźć wytłumaczenia innego niż dążenie do szybszego wypuszczenia gry na rynek.

Z jednej strony, można się zastanawiać, po co komu T6, skoro być może ma już T5. Z drugiej, nie sposób nie zauważyć (na co starałem się zwracać wcześniej uwagę) znacznego upodobnienia Tekkena do rywalki, Soul Calibur. Zafina jako żeńska wersja Voldo, własnoręcznie wykonani bohaterowie, użycie broni w czasie walki, a nawet opcja Rage – to wszystko pozwala zapytać: „Po co komu T6, skoro być może ma już SC4?”. T6 oferuje jednak swoim fanom więcej niż którykolwiek z tych tytułów z osobna – nowe opcje względem T5 oraz stare, lubiane postaci i ich style, nieobecne oczywiście w SC4. Nawet jeśli ktoś posiada oba wymienione tytuły, warto rozważyć zakup szóstego Tekkena.

Jeśli zaś ich nie posiada, a uważa się za fana bijatyk – wybór jest oczywisty.

Tags from the story
, ,
Written By
More from konadmin

2K Czech zamknięte, Mafia III pod znakiem zapytania?

Firma 2K Games zdecydowała się zamknąć oddział studia 2K Czech w Pradze,...
Read More
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, tekken6

Gier z serii Tekken zapewne żadnym graczom przedstawiać nie trzeba – a już najmniej posiadaczom PlayStation.

 

" />