Styx: Master Of Shadows – recenzja

Styx: Masters of Shadow trafia na rynek w najbardziej gorącym okresie w naszej branży. Gra udowadnia, że wcale nie trzeba wielkich pieniędzy, aby przygotować dla graczy porządną skradankę z elementami akcji.

Styx: Master of Shadows dostępne jest na Xbox One, PlayStation 4 oraz PC.
Styx: Master of Shadows dostępne jest na Xbox One, PlayStation 4 oraz PC.

Za grę odpowiada studio Cyanide, które powinniście kojarzyć z takich gier jak Gra o Tron, Blood Bowl oraz symulatorów kolarskich z serii Cycling Manager. Tytuł dostępny jest na PlayStation 4, Xbox One oraz komputery osobiste. Ja ogrywałem wersję konsolową i przyznam się, że mały, brzydki i niezwykle cwany goblin sprawdza się całkiem nieźle.

Historia gry zabiera nas do świata fantasy, a dokładniej wieży Akenash, gdzie sercem jest piękne drzewo ”World Tree”, będące źródłem bezcennej substancji. Głównym bohaterem zabawy jest tytułowy Styx, mistrz cieni, który decyduje się zakraść do wieży ze świętym drzewem i wykradnięcie substancji będącej źródłem bursztynu. Nie jest to jednak tak łatwe, bowiem w okolicy roi się o strażników, zasadzek oraz rycerzy. Goblin na swojej drodze spotyka byłego towarzysza, który w trakcie przygody wspomaga go misjami pobocznymi oraz wiedzą na temat tego miejsca.

Otwarte lokacje w Styx: Master of Shadows są całkiem przyjemne dla oka.
Otwarte lokacje w Styx: Master of Shadows są całkiem przyjemne dla oka.

Sam Styx jest ciekawą postacią, choć cierpi na zanik pamięci. W trakcie zabawy odrywamy jego mroczną osobowość oraz otrzymujemy migawki przedstawiające jego przeszłość. Twórcy gry zadbali o wielowątkowy scenariusz, bowiem koncentruje się on nie tylko na wielkiej kradzieży, ale naświetla również świat Akenash, relacje elfów z ludźmi, wartość bursztynu oraz wprowadza mały twist. Całość została przygotowana bardzo starannie i wypada o wiele lepiej na tle wysokobudżetowych pozycji.

Styx: Master of Shadow to typowa aspiruje do miana klasycznej skradanki, z tą jednak różnicą, iż osadzoną w świecie fantasy pozbawionym nowinek technologicznych oraz nowoczesnego uzbrojenia. Dobra gra z gatunku ”stealth” to nie łatwa sztuka, ale autorzy gry postawili nie na elementy walki, ale właśnie na system skradania się. Decyzja ma oczywiście dwie strony medalu, bowiem walkę stosownie uproszczono, co może się nie podobać, ale wypracowano całkiem pozytywne motywy skradankowe.

Styx: Master of Shadows oferuje wiele dróg do osiągnięcia wyznaczonego celu.
Styx: Master of Shadows oferuje wiele dróg do osiągnięcia wyznaczonego celu.

Generalnie chodzi o to, że Styx jest słabym wojownikiem i w starciu ze strażnikami ucieka, albo kontruje ciosy. W pewnym momencie, gdy jesteśmy atakowani, musimy wcisnąć odpowiedni przycisk na kontrolerze, aby Styx się uchylił i zadał śmiertelną kontrę. Z jednym przeciwnikiem idzie to całkiem sprawnie, ale większa ich ilość to pewna porażka. Szkoda tylko, że kontry wyglądają zawsze tak samo, a twórcy nie pokusili się o jakiekolwiek urozmaicenie animacji czy tak zwanych ”egzekucji”. Pod tym względem rozgrywka kuleje i staje się bardzo monotonna.

Twórcy gry udostępnili jednak kilka możliwości rozwoju naszego bohatera. Styx poprzez wypełnianie zadań głównych oraz pobocznych może rozwijać swoje umiejętności. Większość dotyczy nas samych, bowiem możemy przenosić więcej fiolek życia czy bursztynu (specjalne umiejętności). Możemy rozwijać ataki z zaskoczenia, ciszej i szybciej się poruszać, ale również rozwijać naszego klona. Potrafi on wiele, choć głównie wykorzystujemy go do rozwiązywania zagadek, torowania sobie drogi oraz odwracania uwagi przeciwników, co daje nam sposobność do ataku. Cyanide zadbało, aby drzewko umiejętności autentycznie wpływało na wartość naszego bohatera w trakcie rozgrywki. Umiejętności jest nie wiele, ale wszystkie się przydają w trakcie przygody.

Największą zaletą Styx: Master of Shadows są projekty lokacji, tak istotne w grach tego typu. Oczywiście nie ma mowy o swobodnej eksploracji oraz otwartej strukturze świata gry, ale udostępnione miejscówki pozwalają na bardzo dużo. Głownie mowa tutaj o wielowątkowości, czyli kilku ścieżkach prowadzących do jednego celu. Cel zawsze jest konkretnie oznaczony na mapie, my możemy wykorzystać wiele dróg, aby do niego dotrzeć. Styx może skrywać się w wąskiej wentylacji, skakać po żyrandolach nad głowami strażników. Zewnętrzne lokacje wydają się być sporych rozmiarów, ale to tylko złudzenie, nasz bohater może się wspinać po gzymsach, murach i ogrodzeniach. Bohater może wpływać na otoczenie, gasić pochodnie (ręcznie albo rzucając piaskiem), chować strażników w szafkach, czy też ukrywać się w skrzyniach. Patent fajnie przedstawiono, bowiem jeżeli w skrzyni schowasz pokonanego strażnika, to już się do niej nie schowasz.

Mroczny klimat fantasy, zbliżony do Dishonored.
Mroczny klimat fantasy, zbliżony do Dishonored.

Rozgrywka głównie polega na tym samym, czyli wprawnym przemieszczaniu się z miejsca na miejsce. W trakcie misji musimy zazwyczaj coś ukraść, kogoś zlikwidować, eksportować czy z kimś się spotkać. W Styx: Master of Shadows nie znajdziemy zwrotów akcji, dynamicznych sekwencji anie konkretnie zrealizowanych animacji. Schemat rozgrywki jest fajny, ale gra potrafi nieźle ”znużyć” swoim cichym stylem i monotonną stylizacją.

Warto również wspomnieć o słabej inteligencji naszych cyfrowych przeciwników. W grach typu ”stealth” przeciwnicy powinni stać na bardzo wysokim poziomie. Fakt, w Styx: Master of Shadows jest ich kilka rodzajów, w tym rycerze, łucznicy czy strażnicy ze specjalnymi mocami. W trakcie misji przypisani są do konkretnych ścieżek i nigdy ich nie zmieniają. Zdarzają się momenty, kiedy oponenci zauważą nas z oddali, ale również i takie chwile, kiedy przebiegniemy im przed oczami bez konsekwencji. Również stan alarmu zawodzi, bowiem przeciwnicy szukają nas bez większego przekonania, zaś po powrocie do warty nie zwracają uwagi na zalegające tu i ówdzie trupy.

Styx: Master of Shadows to propozycja o średnim budżecie. Widać to tylko w technicznej stronie gry, bowiem projekty lokacji wykonano świetnie, ale animację i bohaterów słabo. Nieciekawie przygotowano mimikę oraz twarze bohaterów historii. Jest to poziom sprzed kilku lat, który nieco ogranicza animację głównego bohatera. Styx porusza się sztywno i nienaturalnie. Problemy ma również oświetlenie, a raczej niezdecydowanie tegoż systemu. Strażnicy raz są rozświetleni nienaturalną barwą, aby innym razem być kompletnie zacienieni.

Grę mogę polecić z czystym sumieniem fanom Assassin’s Creed oraz Dishonored. Tytuł, choć niszowy, to wcale nie odstaje od dzisiejszych standardów. Cyanide przygotowało dla nas wymagającą grę na kilka wieczorów. Bez zbędnych dodatków i upychania trybów wieloosobowych. Twórcy przy wykorzystaniu niewielkiego budżetu przygotowali solidny produkt, który powinien podobać się fanom gier skradankowych.

OCENA 6,5 / 10

+ ELEMENTY SKRADANKOWE

+ SCENARIUSZ

+ ROZBUDOWANA KAMPANIA

+ UMIEJĘTNOŚCI GŁÓWNEGO BOHATERA

– MONOTONIA LOKACJI

– BŁĘDY GRAFICZNE

– SŁABA ANIMACJA I SYLWETKI BOHATERÓW

Written By
More from Patryk

Recenzja gry Final Fantasy Type-0 HD

Final Fantasy Type-0 HD to jeden z najlepszych przedstawicieli tej znakomitej serii...
Read More