Recenzja: Metro Last Light

glm
glm

Pamiętam jak dziś dzień, w którym po raz pierwszy usłyszałem o postapokaliptycznej powieści Dmitrija Głuchowskiego, opisującej życie ludzi, którzy po wyniszczającej wojnie atomowej, znaleźli schronienie w tunelach metra. Książkę wchłonąłem błyskawicznie, więc nie ukrywam, że wyskoczyłem z kapci, gdy usłyszałem o grze na jej podstawie. Na szczęście 4A Games nie starało się wpakować na siłę trybu multiplayer, skupiając się na klimatycznej przygodzie w trybie singleplayer. Last Light pozostaje wierne drodze obranej przez prequel, jednocześnie stawiając śmiałe kroki naprzód...

 

 

Pamiętam jak dziś dzień, w którym po raz pierwszy usłyszałem o post apokaliptycznej powieści Dmitrija Głuchowskiego, opisującej życie ludzi, którzy po wyniszczającej wojnie atomowej, znaleźli schronienie w tunelach metra. Książkę wchłonąłem błyskawicznie, więc nie ukrywam, że wyskoczyłem z kapci, gdy usłyszałem o grze na jej podstawie. Na szczęście 4A Games nie starało się wpakować na siłę trybu multiplayer, skupiając się na klimatycznej przygodzie w trybie singleplayer. Last Light pozostaje wierne drodze obranej przez prequel, jednocześnie stawiając śmiałe kroki naprzód.

Metro: Last Light jest unikatowe i mimo, że gier w klimatach postapokaliptycznych nie brakuje, to najnowsza produkcja 4A Games wyróżnia się w tłumie. Tytuł łączy w sobie strzelaninę z perspektywy pierwszej osoby, skradankę i elementy survival-horroru, a jak dołożymy do tego jeszcze mocną, wciągającą i ciekawą fabułę, to dostajemy kawałek kodu, który przynosi masę miodnej zabawy. Deweloper zza wschodniej granicy sumiennie zabrał się do roboty przy swojej grze i to widać w każdym jej aspekcie.

Ciemno, liniowo, ale miodnie!

Last Light dzieje się rok po wydarzeniach, znanych z pierwszej części gry, a jeśli ktoś z was nie grał, to z całego serca polecam zapoznanie się z Metro 2033. Ponownie wskakujemy w skórę Artyema i już w pierwszych minutach, poznajemy nasz główny cel. Co ciekawe, nie odgrywa on aż tak istotnej roli, bo dużo ciekawszy jest ciąg wydarzeń, który nas sukcesywnie do niego przybliża. Nie będę wam mydlił oczu, gra jest całkowicie liniowa, więc nie nastawiajcie się na jakieś skoki w bok. Spacerki po tunelach rozciągających się pod zdewastowaną nuklearnym atakiem Moskwą, od czasu do czasu urozmaicone łapaniem „świeżego” powietrza na jej powierzchni, zajęły mi 11 godzin. Historię wchłaniałem z zapartym tchem, a ciemne zakamarki moskiewskiego metra wciągały mnie coraz głębiej. Społeczność, egzystująca na terenie rosyjskiego metra, z pewnością nie ma łatwego życia, jednak stara się funkcjonować na wzór dawnych lat, przed rozpoczęciem nuklearnej wojny. Mieszkańcy każdej stacji dbają o dostęp do czystej wody oraz tlenu (dzięki skonstruowanym systemom oczyszczania), elektryczności (generatory prądotwórcze), a nawet żywności, produkowanej w podziemnych farmach. Podczas przygody Artyema spotkałem wielu obywateli metra, z niektórymi mogłem połączyć swoje siły, a innym pomogłem w rozwiązaniu ich problemu. W grze istnieje system moralności, który sygnalizuje „dobre uczynki” delikatnym błyśnięciem ekranu. Czasami wystarczy się wsłuchać w opowieści ludzi, żyjących w tunelach, dać nabój żebrakowi, albo odnaleźć zgubionego pluszowego misia dla płaczącego chłopca. Punkty, które zbieramy przez całą grę, mają wpływ na kampanię. Last Light oferuje dwa zakończenia, każde inne, w zależności od podjętych przez nas decyzji. Oczywiście najlepiej na własne oczy zobaczyć obie konkluzje.

Metro, wydawać by się mogło, że będziemy błądzić po ciemnych i nudnych lokacjach… Nic z tych rzeczy! Poruszanie się po świecie sprawia ogromną frajdę. Nie raz i nie dwa będziecie zbierać szczękę z podłogi, widząc niesamowicie klimatyczne miejscówki, w których przeszukacie najmniejszy zakamarek, w poszukiwaniu cennych pocisków (pełnią także rolę waluty), apteczek, filtrów powietrza i kartek z dziennika Artyoma (warto czytać, są bardzo ciekawe). Bzyczący licznik Geigera, świetna muzyka i efekty dźwiękowe, w połączeniu z prześliczną i bardzo szczegółową oprawą graficzną, budują jedyną w swoim rodzaju atmosferę.

mll3

Większość gry dzieje się w ciemnych tunelach metra, gdzie co jakiś czas przechodzimy przez zaludnione stacje. Miasta-państwa żyją własnym życiem, znajdziemy na nich różne atrakcje m.in. strzelnice, farmy, bazary czy burdele (możecie nawet zamówić prywatny taniec). Poza nimi, w labiryncie moskiewskich korytarzy, roi się od mutantów, dla których jesteśmy głównym daniem, niebezpiecznych bandytów, którzy zapomnieli o jakichkolwiek zasadach obowiązujących na powierzchni, aż po zjawiska wykraczające poza racjonalne pojmowanie rzeczywistości. Czasami będziemy musieli wyjść na powierzchnię, a tam nieodzownym elementem jest posiadanie maski gazowej, na którą musimy uważać… Nasza szklana ochrona, podczas intensywnej walki, potrafi się rozbić lub zalać krwią, wtedy pozostaje nam wymienić ją na inną, albo przetrzeć posokę ręką, która jeszcze przed sekundą krążyła w kimś lub czymś, co zgładziliśmy. Ogromny plus za wsadzenie tego patentu do gry, bowiem dodatkowo podsyca klimat całości. Na powierzchni jest niebezpiecznie, ale gwarantuje wam, że jak już tam wyjdziecie, będziecie chcieli zostać dłużej… Zniszczony most podczas intensywnej burzy, miasto duchów czy bagna to mistrzostwo świata!

mlll1

Ogłuszyć czy zabić? Oto jest pytanie…

Mechanika walki w Metro: Last Light sprawia masę frajdy. Mamy do dyspozycji zróżnicowane uzbrojenie, które możemy modyfikować wedle własnych potrzeb. Karabiny, pistolety, strzelby, a nawet taką perełkę jak AK47 możemy dowolnie przerabiać. Celownik, tłumik, kolba? Żaden problem. Ulepszenia wpływają na precyzję, moc i skuteczność wymiany ognia. Pukawki to jednak nie wszystko, do dyspozycji mamy wybuchowe niespodzianki (coś na wzór granatów), które potrafią rozerwać przeciwnika na kawałki, albo „delikatnie” przypiec. Nie zabrakło też noży do rzucania, którą są nieocenioną pomocą przy cichych zabójstwach.

Amunicja dzieli się na dwa rodzaje – wojskowe naboje sprzed apokalipsy oraz gorsze jakościowo pociski wytwarzane przez mieszkańców metra. Te pierwsze zadają dużo większe obrażenia, ale są też główną walutą w metrze, warto więc zastanowić się, czy wpakować serie w przeciwnika, czy zamiast tego oszczędzić magazynek na zakupy.

Każdy poziom można przejść na dwa różne sposoby, twórcy nie skazują nas na bieganie i strzelanie do wszystkiego, co się rusza.. 4A Games zostawiło graczom opcję pozostawania w cieniu i delektowania się cichą eliminacją przeciwników. Zegarek, który nosi Artyom jest wielofunkcyjny. Z jednej strony odlicza czas, jaki pozostał nam do wymiany filtra w masce gazowej, z drugiej zaś informuje nas, czy znajdujemy się w polu widzenia wrogów. Kluczem jest więc pozostawanie w ukryciu, które możemy zapewnić sobie likwidując źródła światła. Lampy da się zgasić, żarówki wykręcić lub potraktować strzałem z broni wyposażonej w tłumik. Przeciwników natomiast możemy ogłuszyć, walnąć „kosą pod żebra”, albo zabić z bezpiecznej odległości. Co jak co, ale skradanie daje niesamowitą frajdę. W dodatku na wyższych poziomach trudności jest jedynym wyjściem z opresji. Niestety sztuczna inteligencja ludzkich postaci potrafi zawieść. Podczas rozgrywki często zdarzało im się pchać pod moją lufę, albo biegać bez sensu.

mlll2

Na koniec słów kilka…

Nie wiem, czy słyszeliście? Metro: Last Light powstawało w warunkach niemalże apokaliptycznych. Deweloper zmagał się brakiem ogrzewania, przerwami w dostawie prądu i wystrojem studia, a mimo to powstał jeden z najbardziej klimatycznych i najciekawszych tytułów tego roku. Przygody Atyema to dowód na to, że produkcja pozbawiona multiplayera, ale skupiająca się na fascynującej opowieści dla jednego gracza, może zaoferować wspaniałą zabawę. Metro: Last Light to obowiązkowa pozycja dla każdego gracza!

            

PLUSY:

– fenomenalna oprawa

– postapokaliptyczny klimat!

– swoboda w działaniu

– fabuła

MINUSY:

– słabe SI przeciwników

 

OCENA: 8,5/10

 

Autor: Anzage

Tags from the story
,
Written By
More from konadmin

Dead Space 3 celuje w 5 milionów odbiorców!

Wszystko na świecie się zmienia, ewoluuje i przekształca. Głupcem jest ten, który...
Read More
glm

Pamiętam jak dziś dzień, w którym po raz pierwszy usłyszałem o postapokaliptycznej powieści Dmitrija Głuchowskiego, opisującej życie ludzi, którzy po wyniszczającej wojnie atomowej, znaleźli schronienie w tunelach metra. Książkę wchłonąłem błyskawicznie, więc nie ukrywam, że wyskoczyłem z kapci, gdy usłyszałem o grze na jej podstawie. Na szczęście 4A Games nie starało się wpakować na siłę trybu multiplayer, skupiając się na klimatycznej przygodzie w trybie singleplayer. Last Light pozostaje wierne drodze obranej przez prequel, jednocześnie stawiając śmiałe kroki naprzód...

 

 

" />