Recenzja gry Dying Light

Dying Light to gra akcji z perspektywy pierwszej osoby wydana na komputerach PC, PlayStation 4 oraz Xbox One przez firmie Techland. Tytuł opowiada o epidemii zombies w fikcyjnym mieście Harran.

Dying Light to aktualnie jedna z najciekawszych gier o zombies, które zmierzają na PlayStation 4 oraz Xbox One.
Dying Light to aktualnie jedna z najciekawszych gier o zombies, które zmierzają na PlayStation 4 oraz Xbox One.

Techland w ostatnich latach stało się wyspecjalizowaną firmą w tworzeniu gier z zombies w rolach głównych. Po pamiętnym zwiastunie Dead Island, pełnym emocji, grozy oraz niezwykle oryginalnym, firma uwierzyła w siłę tematyki zombies. Dying Light jest naturalnym rozwinięciem formuły znanej z Dead Island, tyle tylko, że w pełni next-genowym rozwinięciem z mnóstwem nowych elementów rozgrywki i efektownym parkourem.

Efektownie, nad głowami gnijących zombies.

Parkour, czyli sztuka pokonywania przeszkód stojących na drodze w jak najszybszy sposób, to główny element rozgrywki w Dying Light, którzy odróżnia ten tytuł od konkurencji. Podobnie jak w serii Dead Island, tak tutaj mamy widok z oczu bohatera. Wrażenia z pokonywania przeszkód podczas rozgrywki, szybkie przemieszczanie się pomiędzy budynkami oraz możliwość ucieczki w niemalże dowolne miejsce robi wrażenie. Kontrola nad naszym bohaterem jest niezwykle przemyślana i intuicyjna. Poruszanie się po świecie gry nie jest sztucznie utrudnianie, Crane – główny bohater Dying Light, nie zablokuje się o obiekty otocznia, nie straszne mu dalekie skoki ani wąskie przejścia.

Co więcej, Techland osiągnęli również bardzo wysoki poziom odzwierciedlenia fizyczności naszego protagonisty. Nie we wszystkich FPSach na rynku jesteśmy w stanie zobaczyć stopy i nogi naszego bohatera. Jesteśmy w stanie obserować każdy z jego kroków, ponadto podczas rozgrywki widzimy, jak podciąga się rękami na przeszkody. Daje to poczucie prowadzenia konkretnego bohatera. Widok z perspektywy pierwszoosobowej w Dying Light pozwala ”wczuć się” w wirtualną postać jak nigdy wcześniej, bowiem nawet podczas poruszania się po wąskich przedmiotach odczuwamy, jak gdyby balansował on całym ciałem, nie tylko ”kiwanie się” kamery. Pod tym względem autorom należą się ciepłe słowa, szczególnie za współpracę z twórcą parkouru – Davidem Belle.

Miasto w Dying Light robi wrażenie, uwierzcie mi.
Miasto w Dying Light robi wrażenie, uwierzcie mi.
Miasteczko, jakiego od dawna potrzebowaliśmy?

Należy jednak pamiętać, że gra koncentrująca się na eksploracji i walce z zombies powinna być umiejscowiona w interesującej lokacji. Wirtualne miasto Harran jest świetnie zrealizowane, twórcy nie próbują nas przekonać do faktu, iż mamy do czynienia z metropolią. Nie, tutaj wkraczamy do niewielkiego, malowniczego miasteczka, które zmaga się z epidemią morderczego wirusa. Lokacja ta złożona jest z kilku wyższych budynków, ale przede wszystkim drobnomieszczańskiego stylu – małe domki, sklepiki, wąskie uliczki, niewielki parkingi i dworzec. Całość oczywiście stoi na krawędzi upadku, wiele budynków płonie w oddali, tak jak wybrane samochody. Ludzie w popłochu zostawili swój dorobek na ulicach, możemy spotkać się z porozbijanymi autami, zaniedbanymi parkami oraz ogólnie rzecz biorąc chaosem.

W porównaniu z poprzednimi grami tego studia, mam na myśli Dead Island, świat gry w Dying Light jest o wiele wierniej odwzorowany i bardziej rzeczywisty. Setting jest o wiele ciekawszy i bardziej trafiony – jakoś nie mogłem się przekonać do rajskiej wyspy. Miasteczko Harran jest ciekawe, ale nie tylko jego architektura przemawia za jego autentycznością. Przede wszystkim mowa tutaj o społeczności, która przetrwała. Na samym początku gry docieramy do wysokiego biurowca (Wieży), gdzie ocalali założyli sobie tymczasowy ośrodek uchodźców. Znajduje się tutaj mnóstwo ludzi, zwiadowców, żołnierzy, niewielka placówka pierwszej pomocy, sklepikarz, mnóstwo osób cywilnych, niewielkich rozmiarów szkoła. Przebywanie w tym miejscu oddaje klimat Dying Ligh – ludzie zakładają niewielką społeczność ocalałych w biurowcu i walczą o przetrwanie. My stajemy się jednym z nich, Wieża naszym domem.

Walka z zombies nie należy do najłatwiejszych, często trzeba uciekać.
Walka z zombies nie należy do najłatwiejszych, często trzeba uciekać.
Historia Dying Light.

Jeżeli już mowa o Harran i tamtejszej społeczności. Nasz bohater, Crane, otrzymał zadanie odnalezienia tajnych dokumentów. Mogą być one bardzo przydatne do walki z wirusem, który spowodował kompletnie odcięcie Harran od reszty świata. Rząd podjął decyzję o zamknięciu miasteczka, ale okazało się, że nie wszyscy zamienili się w zombies. Wiele osób przetrwało początkowy chaos i udało im się zorganizować sobie życie na nowo. Crane jest agentem specjalnym, którego celem będzie przeniknięcie do społeczności ocalałych i wkupienia się w ich łaski. Oczywiście jego głównym zadaniem jest przetrwanie w tych niebezpiecznych okolicznościach i zdobycie konkretnych dokumentów na temat epidemii.

Historia gry pozostawia wiele do życzenia, bo przecież oryginalnością nie grzeszy. Ponadto w Dying Light brakuje nieco bardziej charyzmatycznych postaci drugoplanowych. Główny bohater, choć całkiem przyjemny, to nie zapamiętacie go na długo. Trudno tutaj przyrównywać jego rolę do takich postaci jak Joel z The Last of US. Należy jednak podkreślić, że scenariusz został poprowadzony odpowiednio i przygotowano nawet kilka ciekawych zwrotów akcji.

Ocalali organizują sobie życie, jak tylko mogą.
Ocalali organizują sobie życie, jak tylko mogą.
Eeeerrrrhhhhaaa…

Dying Light to przede wszystkim gra aspirująca do bycia survival horrorem z krwi i kości. Walka tutaj przebiega na ulicach otwartego, zróżnicowanego miasta, po którym kręcą się setki zombies. To oni odgrywają tutaj najważniejsza rolę drugoplanową, bowiem ponownie wyniesiono ich na nowy poziom. Tym razem są o wiele bardziej realistyczni (?), głównie za sprawą ich mobilności. Przechadzając się po Harran jest niebezpiecznie. Zombies potrafią przełazić przez płoty, włazić na samochody, przechodzić przez barierki. Na ulicach trudno jest przed nimi uciec, choć ich szybkość jest niewielka, ale tutaj do akcji wkracza parkour.

Parkour jest rozwinięty, choć na samym początku spotkałem się z dziwnymi niedociągnięciami. No bo przecież wślizg w grach FPS jest z nami nie od dzisiaj, dlaczego więc, jako umiejętność, gracz jest zmuszony dopiero go odblokować na konkretnym poziomie? Dlaczego nie ma tej umiejętności w standardzie? Podobnie jest z innymi, jak chociażby unikanie ciosów wrogów, rzucanie przedmiotami. W standardzie gracz może tylko kopnąć zombiaka i walczyć z nim za pomocą różnorakich narzędzi. Tak jakby Techland chcieli wrzucić do gry rozbudowane (trochę sztucznie) drzewko umiejętności, aby pokazać konkretne możliwości rozwoju bohatera.

Jeden, no może dwa, zombiaki nie stanowią większego zagrożenia. Ale należy pamiętać, że plądrując pobliskie gospodarstwa domowe trzeba pamiętać o zachowaniu ciszy. W tym świecie cisza to podstawa, wpływa ona również na emocje gracza, poczucie strachu. Jak długo zachowujemy się cicho, tak długo zombies nas olewają. Wdanie się w walkę z większa grupką przysporzy wiele problemów. Walczymy za pomocą wszelakich narzędzi, głównie rurek, desek, prętów, noży itp. Starcia zostały fajnie przygotowane, protagonistę stać na kilka mocniejszych uderzeń, bowiem ogranicza go ilość staminy. Trzeba zatem się kontrolować i często salwować ucieczką. Siła naszych ciosów zależy tak od rozwoju bohatera, jak również od dzierżonego przedmiotu. Wiadomym jest, że najskuteczniejsza jest broń palna, ale jest i głośna, co wpływa na hałas.

Radzić sobie trzeba na różne sposoby!
Radzić sobie trzeba na różne sposoby!

 

Za dnia – survival, po zmroku – horror.

Dying Light wprowadza bardzo ciekawy system dnia i nocy. Miasteczko za dnia jest w miarę bezpieczne, zombies są ospali, organizują się w grupkach, szukaja pożywienia. Tylko niedawno przemienieni zombies są bardziej agresywni. Potrafią za nami wspinać się na wyższe kondygnacje, bowiem nadal dysponują zwinnością zwykłych ludzi. W dzień możemy korzystać z wielu gadżetów odwracania ich uwagi, ot chociażby petard, które rzucone w konkretne miejsce zwabiają tam pobliskich umarlaków. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o klasycznych Mołotowach, czyli wybuchających butelkach z benzyną, które niezwykle dobrze sprawdzają się w walce – szczególnie w ciasnych uliczkach.

Po zmroku w Dying Light robi się naprawdę niebezpiecznie. Głównie za sprawą niemalże zerowej widoczności oraz wzmożonej aktywności zombies. Gracz ma tak naprawdę dwa wybory – odpalać latarkę i dać się zauważyć, bądź też przemykać po dachach nocą. Efekt jest niesamowity, krocząc po ogrodach można wpaść na zombies, odpalić latarkę, zobaczyć przerażającą posturę i…sami wiecie. Orientacja w środku nocy jest niezwykle trudna, tutaj każdy oddany strzał wiąże się za nawałnicą umarlaków, którzy będą nas gonić do upadłego. Nie sposób nie wspomnieć o Volatile – niezwykle groźnym zombies, które bardzo trudno zgubić, a co dopiero ubić. Na swojej drodze spotkamy również wybuchające zombies, ogromnych brutali, jak również plujących w nas kwasem.

Środowisko gry jest ogromone i pozwala na swobodną eksplorację.
Środowisko gry jest ogromone i pozwala na swobodną eksplorację.
Zombies wkraczają na nową generację konsol z przytupem.

Dying Light to z pewnością jedna z najładniejszych gier aktualnie na rynku. Tytuł w wersji na konsolach nowej generacji wygląda niezwykle. Podczas rozgrywki przechadzamy się po podupadającym mieście, wszędzie jest brud, płomienie, dym, a panorama miasta z Wieży prezentuje się fascynująco. Mnie osobiście zaskoczył poziom wykonania niewielkich obiektów – na niewielkich zdjęciach rozwieszonych na ścianie w centrum miasta byłem wstanie odczytać komunikat o poszukiwanej osobie. Wszędzie unosi się kurz, na wietrze latają gazety, drzewa poruszają się naturalnie. Jedyne do czego można, a nawet trzeba się przyczepić, to projekty postaci. Wyglądają one przeciętnie, w mojej opinii to o wiele słabszy poziom o tych, które widziałem w Killzone: Shadow Fall. Modele postaci są statyczne, animacja twarzy przeciętna, a same projekty postaci dosyć standardowe.

Warto również podkreślić świetną muzykę, która buduje klimat gry. Twórcy muzyki wykorzystali jej potencjał, w momentach eksploracji jest cicho, niewinnie, ale po zmroku, w chwilach ekstremalnych, ścieżka dźwiękowa potrafi przyspieszyć. W mojej opinii lepiej jest grać w angielskiej wersji językowej, bowiem polski dubbing jest nieco słabszy.

Walka przy użyciu...no właśnie, czego?
Walka przy użyciu…no właśnie, czego?

 

Życie zombiaka nie jest usłane różami.

Zombies to wdzięczny temat w branży gier wideo. Udowadnia to Dying Light, które jest bardzo porządnym tytułem oferującym zabawę dla jednego gracza, jak również w kooperacji. Tytuł pozwala na zabawę maksymalnie czterem graczom. W każdym momencie do nas mogą dołączyć trzej inni gracze, aby wspólnie eksplorować Harran. Wspólnie możecie wykonywać między innymi questy dodatkowe. Rozgrywka nieznacznie różni się od singlowej, jeżeli ukończycie grę, otrzymacie dostęp do New Game Plus – podnoszące poziom trudności.

Należy wspomnieć również o trybie Be the Zombie. W tym przypadku wcielamy się w silną wersję nieumarlaka. Celem takiego osobnika jest przemierzanie miasteczka Harran i polowanie na innych zawodników. Zombie jest o wiele silniejsze od standardowych, toteż taki gracz jest prawdziwym wyzwaniem dla innych. Głównie za sprawą macek, dzięki którym może skakać na dłuższe odległości. Rozgrywka w tym trybie stawia przede wszystkim na kooperację – gracze wspólnie starają się zapolować na groźnego mutanta. Fajne, zobaczymy jak twórcy rozwinął ten patent w przyszłości.

Tego jegomościa zapamiętacie na długo - uwierzcie mi.
Tego jegomościa zapamiętacie na długo – uwierzcie mi.
Podsumujmy zatem…

Dying Light jest jedną z najlepszych gier akcji aktualnie na rynku konsol nowej generacji. Tytuł pozwala na spędzenie z nim długich godzin, oczywiście w towarzystwie next-genowej oprawy graficznej. Techland udało się osiągnąć pewien poziom, można napisać – światowy. Teraz należy poprawić nieco błędów, dopracować system rozwoju bohatera, napisać lepszą historię i zapowiadać kolejną odsłonę. Jestem przekonany, że gracze po ograniu Dying Light będą jej wymagać.

OCENA 8/10

+ MIASTO HARRAN

+ OPRAWA GRAFICZNA, W SZCZEGÓLNOŚCI HARRAN

+ SYSTEM PORUSZANIA SIĘ

+ DOWOLNOŚĆ W EKSPLORACJI ŚWIATA GRY

+ KLIMAT

+ SURVIVAL Z KRWII I KOŚCI

+ POZIOM TRUDNOŚCI

+ WYSOKA GRYWALNOŚĆ

NIECO ”SZTUCZNY” ROZWÓJ BOHATERA

MODELE POSTACI I ICH ANIMACJA TWARZY

DROBNE WPADKI GRAFICZNE (ZNIKAJĄCE OBIEKTY)

NIEODKGKRYWCZA HISTORIA

 

 

Written By
More from Patryk

Śródziemie: Cień Mordoru wybrane najlepszą grą roku 2014

Podczas imprezy Game Developers Conference (GDC 2015) odbyło się również głosowanie dotyczące...
Read More