Recenzja Grand Thieft Auto V

Grand Theft Auto V jest jedną z najbardziej oczekiwanych gier tej generacji. Twórcy zaserwowali nam we wrześniu istny hit i zaprezentowali maksimum swoich możliwości. Rockstar Games oddało w ręce graczy produkt kompletny, niczym nie skrępowany, otwarty na intencje graczy i nieustannie ich zaskakujący. 

Grand Theft Auto V to nie tylko szybkie samochody, piękne kobiety oraz wojny gangów. Rockstar udostępniło również tryb rozgrywki wieloosobowej.
Grand Theft Auto V to nie tylko szybkie samochody, piękne kobiety oraz wojny gangów. Rockstar udostępniło również tryb rozgrywki wieloosobowej.

Piąta odsłona Grand Theft Auto jest projektem ogromnym, trzymającym w napięciu i zabarwionym amerykańskim stylem bycia. Gra wielokrotnie nawiązuje do poprzedniej części gry i miasta Liberty City. Na swojej drodze spotkamy wielu starych znajomych, ot chociażby braci McReary, Johny’ego Klebitza, jak również CJ’a z San Andreas. Ale po kolei. Fabuła kręci się wokół trzech głównych postaci. Michael De Santa, to emerytowany gangster, który nie radzi sobie w normalnym, zgodnym z prawem życiu, ma problemy z żoną i rozpieszczonymi latoroślami. Trevor Philips to narwany psychopata, a Franklin Clinton to odzwierciedlenie postaci pędzącej za maksymą ”American Dream”, czyli od zera do bohatera. Trójka bohaterów składa się na ciekawą, absolutnie nie liniową i wciągającą fabułę. Rockstar stara się, przy użyciu trzech postaci, nakreślić swoistą różnorodność, czyli odkreślić od siebie trzy osobowości i pokazać ich wady i zalety na tle reszty.

Michael, Franklin i Trevor działają wspólnie, ale mają też swoje sprawy w Los Santos – znajomych, przedsięwzięcia i cele do osiągnięcia.W grze możemy przełączać się między nimi, by realizować się na różne sposoby. Ta nowinka teoretycznie zmienia strukturę kampanii, ale w praktyce nie ma aż tak znaczącego wpływu na jej kształt. Przełączanie się między postaciami jest możliwe w każdym momencie. Poza misjami dedykowanymi możemy się przełączać dowolnie między naszymi protagonistami, co wpływa na odbiór rozgrywki i jej autentyczności. Zmiana bohatera trwa dość długo – Rockstar stara się to zakamuflować oddaleniem i zbliżeniem (a’la Google Earth). Co ciekawe, nasi bohaterowie, gdy nie są prowadzeni przez nas za rączkę, żyją na własną rękę. Osobnika na którego się przełączamy, dość często zastaniemy w zwykłych, codziennych okolicznościach. A to się ktoś kłóci z rodzinką, a to przy wyjściu z knajpy, a innym razem spacerującego się po dzielnicach miasta – życie. Obraz rozgrywki zmienia się jednakże w misjach zespołowych, gdzie gra jakoby wymusza na nas przełączanie się między osobnikami, albo kompletnie nam tego zabrania (w misjach przypisanych do danych postaci). 

Każdy z gagadków ma swoje unikalne cechy. Co to znaczy? Poza różnicami w psychice naszych bohaterów, mają oni również umiejętności specjalne. Franklin ma najlepszą kondycję, jest najlepszym kierowcą i ma największą pojemność płuc (nurkowanie). Michael jest specjalistą w misjach kładących nacisk na skradanie się i jest najlepszym strzelcem. Trevor zaś, to urodzony pilot. Dodatkowo panowie mają umiejętności specjalne, polegające na spowalnianiu upływu czasu (taki bullet time). Umiejętności naszej szajki najczęściej przydają się przy planowaniu skoków, te odgrywają w Grand Thef Auto V ważną rolę, choć po pewnym czasie stają się monotonne i powtarzalne. Obrabujemy jubilera, bank czy budynki rządowe – wszystko w efektownym, iście hollywodzkim stylu. GTA to jednak gra z samochodami w rolach głównych, więc nie mogło zabraknąć kradzieży…tak nierozerwalnie łączonych z tą marką. Twórcy przyłożyli się do swojej pracy, tym samym nie powielają utartych schematów z przeszłości. Nie znajdziecie tutaj żadnych misji w karetkach i radiowozach, ostał się tylko etat taksówkarza. 

Szalonych misji jednak nie brakuje. System osłon, przełączania się między bohaterami i zniszczeń robią wrażenie. Grand Thef Auto V Świat gry, czyli Los Santos i okolice, to olbrzymia połać terenu, pełna świetnych lokacji. Jestem pod dużym wrażeniem roboty, jaką wykonał Rockstar. W Los Santos deweloperzy mogli zaszaleć i wykorzystać bogatszą paletę kolorów. Miasto urzeka za dnia i nocą, bo jest zróżnicowane – występują w nim zarówno brzydkie z natury tereny przemysłowe, jak i sterylne, nowoczesne osiedla. Gra oferuje porządny poziom technologiczny, może nie jest to kres możliwości dzisiejszych konsol, ale autentycznie oddaje miejscówki, ich klimat i zachęca do zwiedzania. Tytuł Rockstar zaskakuje mnogością detali, nie mających bezpośredniego wpływu na właściwą rozrywkę, a służących jeszcze lepszemu zanurzeniu gracza w świecie przedstawionym. Przy okazji wiele elementów służy osobnemu celowi: ukazaniu USA w krzywym zwierciadle ich własnych zalet i wad. Tereny, jakie oddano nam do dyspozycji onieśmielają. Świat gry jest olbrzymi. Pod tym względem Grand Theft Auto V przyćmiewa wszystkie wcześniejsze odsłony. Już sama stolica stanu San Adreas, czyli Los Santos, to spora metropolia ze zróżnicowanymi dzielnicami, wzorowana oczywiście na Los Angeles. Dodatkowo otrzymujemy wielkie obszary hrabstwa Blaine, na terenie którego mamy i Alamo Sea (odpowiednik Salton Sea), i pustynię, i masyw górski i klimatyczne winnice – słowem, cyfrowa wersja Californii.

Dodatkowych elementów rozgrywki w Grand Theft Auto V nie brakuje. Trzeba przyznać, iż twórcy starali się wypełnić świat po brzegi zawartością, udało się to połowicznie, ponieważ niektóre ”nimigierki” są ciekawe, nie które mniej. Golf robi wrażenie, miło się w niego gra i spędza czas na zielonej trawce. To samo jeżeli chodzi o rzutki, diabelski młyn czy wyścigi quadów. Mniej przemyślane są jednak aspekty ekonomiczne – do dyspozycji jest giełda, internet z odpowiednikiem Facebook’a, jak również odpowiednik Tweetera, tutaj nazywane Bleeter. Świat gry do stara się imitować ten rzeczywisty, toteż będziemy tutaj rozmawiać przez telefon, smsować, pisać wiadomości mailowe, przeglądać społecznościowe serwisy…żyć.

Rockstar przygotował też dla nas GTA Online. Siecowy tryb, który dopiero teraz rozwija skrzydła. Tytuł oferuje swobodną grę dla maksymalnie szesnastu graczy na terenach znanych z Grand Thef Auto V. Tryb porzuca trio znanych bohaterów, na rzecz wykreowanej postaci przez gracza. Gracz może swobodnie eksplorować miasto, modyfikować swoje alter ego, jak również dołączyć się do przyjaciół. Prócz swobodnego przemierzania ulic i wykonywania dedykowanych zadań, da się dołączyć do klasycznych trybów sieciowych, takich jak deathmatch, a nawet samodzielnie je projektować i dzielić się nimi z członkami społeczności. Gracze zbierają fortunę w typowy dla serii sposób: poprzez napady na banki, walki gangów, rabunki, hazard i rozboje. Technologicznie tryb wieloosobowy nie odbiega od tego, czym jest GTA V. Trzeba przyznać, że Rockstar stara się jak może, aby sieciowe rozgrywki wnosiły coś nowego do skostniałych ram multiplayer’a. Wychodzi to różnie, choć trzeba przyznać, iż piąta odsłona serii jest raczej średniej jakości grą wieloosobową, pełną błędów, a dość częstych lagów i nie dociągnięć. Tryb wieloosobowy to odskocznia, i tak powinien być traktowany.

Jak więc oceniać Grand Theft Auto V po tych kilkudziesięciu dniach od premiery? To produkcja najwyższych lotów, która ogromem możliwości przyćwiewa swoje poprzedniczki. Jeżeli lubujecie się w gangsterskich klimatach, kochacie słoneczną Amerykę, jej klimat, kulturę i styl życia, ta gra jest dla Was. Każdy fan gier akcji powinien zaopatrzyć się w piątą odsłonę serii, właśnie ze względu na jej rozległość, zawartość i przystępność. Główny wątek może i nie jest aż nadto ambitny, ale w ten tytuł gramy w inny sposób, a na pewno nie ze względu na zagwozdki fabularne. Absolutny must have na zimowe wieczory!

Ocena: 9 / 10

+ ogromny, tętniący życiem świat
+ masa zawartości do ogrania
+ wspaniała prezentacja cyfrowej Kalifornii
+ trzech bohaterów, trzy historie, trzy osobowości
+ masa atrakcji i dodatkowych elementów
– schematyczność rozgrywki
– nie dopracowany tryb multuplayer
Written By
More from konadmin

Recenzja: Dishonored

Esmond Roseburrow to filozof, znany z odkrycia energetycznych właściwości tranu, pozyskiwanego z...
Read More