Recenzja: Catherina

Catherine 1
Catherine 1

Pokręcona i do tego lekko rozerotyzowana fabuła, cell-shading i wstawki anime, elementy logiczno-zręcznościowe. Tak mniej więcej, rzecz jasna w dużym skrócie, można by opisać jedną z najciekawszych, a na pewno najbardziej intrygujących, produkcji konsolowych ostatnich kilku lat, czyli Catherine. Dzieło Japończyków z Atlusa (m.in. seria Persona), które wydano na Playstation 3 i Xbox’a 360, zaliczyć należy do grona gier ambitnych, ale adresowanych nie do każdego. Catherine, chociaż wizualnie prezentuje się świetnie, ma bowiem także swoje mroczne strony...

 

 

Pokręcona i do tego lekko rozerotyzowana fabuła, cell-shading i wstawki anime, elementy logiczno-zręcznościowe. Tak mniej więcej, rzecz jasna w dużym skrócie, można by opisać jedną z najciekawszych, a na pewno najbardziej intrygujących, produkcji konsolowych ostatnich kilku lat, czyli Catherine. Dzieło Japończyków z Atlusa (m.in. seria Persona), które wydano na Playstation 3 i Xbox’a 360, zaliczyć należy do grona gier ambitnych, ale adresowanych nie do każdego. Catherine, chociaż wizualnie prezentuje się świetnie, ma bowiem także swoje mroczne strony.

Jaźni rozdwojenie

Historia. To chyba główny atut Catherine. W skrócie wygląda to tak – wcielamy się w postać Vincenta, singla po trzydziestce, typowego typa bez większych sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym. Nasz bohater od kilku lat związany jest z niejaką Katherine, która jednak nalegać zaczyna na uregulowanie związku, czyli innymi słowy na ślub. Sytuacja zmienia się, gdy Vincent spotyka w jednej z podrzędnych knajp tajemniczą i przyciągającą wzrok Catherine. Tego dnia jego życie nabiera rozpędu. Nawiedzać zaczną go niepokojące koszmary, w których – jako baran (dosłownie) – musi walczyć o przetrwanie, wspinając się po dziwnych, rozpadających się blokowych konstrukcjach. Równocześnie w świecie realnym umierać będą ludzie… Podczas rozgrywki wiele razy przyjdzie nam dokonywać wyborów, sprowadzających się do odpowiedzi (moralnie dobrych lub złych) na pytania. Oczywiście nie są one bez znaczenia – o ich wpływie na rozwój wydarzeń przekonamy się zwłaszcza pod koniec gry (kilka możliwych zakończeń). Jako że szersze dywagacje na temat fabuły sensu większego raczej nie mają, dodam jedynie, iż scenariusz trzyma poziom, należy do grupy historii nieco ambitniejszych, choć nie brak – jak na japońszczyznę przystało – wstawek humorystycznych. Negatywnie ocenić można z kolei długość niektórych scenek fabularnych i trochę nużącą nieporadność czy swego rodzaju otumanienie Vincenta. Catherine (nie tylko bohaterka) wygląda dobrze. Twórcy zdecydowali się na cell-shading, dzięki czemu właściwa gra jest praktycznie zbieżna ze wstawkami anime. Wykorzystana kolorystyka (sporo kontrastów) wypada bardzo przyzwoicie, wzmacniając klimat. Niestety, nie można tego powiedzieć o udźwiękowieniu. Strona audio prezentuje się słabiutko, szczególnie główne motywy dosyć szybko się nudzą i po prostu męczą.

Catherine 2

Baranie, się wspinaj!

Rozgrywka opiera się na dwóch naprzemiennych etapach – przygodówkowym i logicznym. W tym pierwszym, jak to w podobnych produkcjach z Kraju Kwitnącej Wiśni bywa, interakcja sprowadza się do chodzenia po knajpie, rozmawiania z ludźmi. Zbyt wielu dodatkowych opcji (może poza bonusową mini-gierką w pubie) nie uświadczycie. Wypada to w sumie dosyć ubogo – raczej tylko jako rozbudowujące fabułę przerywniki między częściami zręcznościowo-logicznymi, które obok fabuły są najmocniejszą stroną Catherine. Senne etapy stanowią esencję przygody. Zadanie jest proste – wspiąć się na szczyt i przetrwać. Wymaga to odpowiedniego operowania blokami, tak aby utorować sobie drogę. System początkowo wydaje się nawet prosty, ale z czasem, podczas kolejnych koszmarów, droga staje się coraz trudniejsza. Dochodzą przeszkadzający nam przeciwnicy (barany i inne stwory), a bloki, które przesuwamy, różnicują się. Chodzi np. o pułapki z ostrzami, lodowe bryły (ciężko ustać w pionie) czy bloki-bomby (wybuchają kilka sekund po tym, gdy na nie wejdziemy).

Catherine 3

Właściwie, jeżeli wziąć pod uwagę, że mamy możliwość cofnięcia kilku ostatnich ruchów. wspinaczka ku ocaleniu byłaby stosunkowo prosta. Tak jednak nie jest, a to za sprawą czasu. Po prostu konstrukcja ulega stałej destrukcji, bloki zawalają się i wędrują w nicość… Dlatego też już nawet na standardowym poziomie trudności liczyć należy się z częstymi zgonami. Ukończenie Catherine zajmuje ok. 10-13 godzin. Jak na ten typ rozgrywki, to całkiem przyzwoity wynik. Realnej interakcji jest jednak mniej – niektóre wstawki fabularne trwają nawet po 20 minut. Po skończeniu trybu fabularnego odblokowane zostają dwie dodatkowe opcje: Babel (typowe wyzwania, także w kooperacji) i Colosseum (rywalizacja 1 na 1, tylko offline).

Catherine 4

Na koniec…

Catherine to nie gra dla każdego. Kwestia gustu. Nie każdy przecież lubi japoński sposób prowadzenia fabuły, anime czy elementy logiczne. Gra Atlusa z pewnością wyłamuje się z konwencji i schematów. Spróbować warto. Szczególnie jeżeli ceni się produkcje nieszablonowe, z lekką nutką artyzmu.

PLUSY:

– dobra oprawa, dobra „kreska”

– etapy logiczne nie należą do łatwych

– klimat, intrygująca fabuła

MINUSY:

– przegadane scenki

– trochę za mało interakcji

– męcząca ścieżka dźwiękowa

 

OCENA: 8,0/10

Autorby Mateusz”machiku86″ Pietrzyk

Tags from the story
Written By
More from konadmin

Dark Souls II wkracza z nową galerią!

Dostępny jest już 12-minutowy materiał wideo wprost z rozgrywki, Namco-Bandai pokazuje światu...
Read More
Catherine 1

Pokręcona i do tego lekko rozerotyzowana fabuła, cell-shading i wstawki anime, elementy logiczno-zręcznościowe. Tak mniej więcej, rzecz jasna w dużym skrócie, można by opisać jedną z najciekawszych, a na pewno najbardziej intrygujących, produkcji konsolowych ostatnich kilku lat, czyli Catherine. Dzieło Japończyków z Atlusa (m.in. seria Persona), które wydano na Playstation 3 i Xbox’a 360, zaliczyć należy do grona gier ambitnych, ale adresowanych nie do każdego. Catherine, chociaż wizualnie prezentuje się świetnie, ma bowiem także swoje mroczne strony...

 

 

" />