Fenomen Prince of Persia

recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, prince-persia
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, prince-persia

Czy jest jakiś gracz, który nie słyszał o Prince of Persia? Pewnie – żyjemy w świecie pełnym niespodzianek, więc prawdopodobnie tak.

Całkiem możliwe, że istnieją fizycy kwantowi, którzy nie słyszeli o Einsteinie lub komicy kabaretowi, którzy nie mają zielonego pojęcia o zjawisku zwanym Potem. Wszystko jest możliwe. To jednak, by ktoś wychował się w europejsko-amerykańskim kręgu kulturowym, a nie grał swego czasu w pierwszego Księcia Persji (lub, jeśli jest dostatecznie młody, przynajmniej nie słyszał od starszego brata, ojca lub wujka) – wydaje mi się wyjątkowo niewyobrażalnym.

Gra pojawiła się w czasie, gdy platformówkom wróżono rychły zgon i dostarczyła historii nowego dowodu na zasadniczą nędzę wszystkich prób przepowiadania przyszłości. Jeśli w krótkim czasie po premierze ( rok) w PRLowskich, stołecznych blokowiskach, „chłopaki z podwórka” całymi popołudniami albo grali w tę grę, albo o tym opowiadali, jeżeli dyskietki z jej kopiami wędrowały z rąk do rąk, to śmiało można powiedzieć, że grał w tę grę cały świat. Była ona swego rodzaju ewenementem, jedną z legend historii gier komputerowych. Właściwie nikt nie wiedział, dlaczego. Fabuła prosta, aż boli – przemierz loch wzdłuż i wszerz i uratuj księżniczkę z rąk złego wezyra, pod koniec oczywiście go zabiwszy. Czy to jednak innowacyjna animacja (…, twórca gry, posługiwał się własną, „chałupniczą” wersją późniejszej techniki motion-capture: nagrywał na taśmę wideo swojego brata w trakcie wykonywania różnych akrobatycznych technik, po czym przenosił to na komputer, klatka po klatce. Technika ta była użyta po raz pierwszy w jego wcześniejszej grze, amigowym hicie „Karateka”. Tutaj mogła jeszcze lepiej rozwinąć skrzydła ze względu na warunki sprzętowe.), czy też układ lochów, czy też jeszcze co innego – coś sprawiało, że od gry nie można było oderwać oczu. Prosty system walki (jeden cios szpadą i jeden blok) dostarczał wielu emocji – pamiętacie „grubasa” z poziomu szóstego? (wzgl. cz słyszeliście o nim od starszego rodzeństwa? 😉

Nowy Prince of Persia stanowi niemal doskonały „powrót do korzeni” – i tej tezy będę w niniejszej recenzji bronił zaciekle. Ładna animacja, akrobatyczne sekwencje i prosty a ucieszny system walki – oto Prince of Persia w starym stylu, teraz już nieco zapomnianym!

Dźwięk i grafika to na dzisiejsze czasy mocny standard. Nie znajdziemy tu żadnych „fajerwerków”, ale też nie będzie się do czego przyczepić. Osoby obdarzone słuchem absolutnym lub wyjątkowo spostrzegawczym okiem może mogłyby powiedzieć w tej materii coś więcej, ale z punktu widzenia przeciętnego użytkownika, zarówno dźwięk jak i grafika są tu (i w ogóle we wszystkich chyba współczesnych produktach konsolowych) na poziomie, który umożliwia spokojne nie zwracanie uwagi na te aspekty i skupienie się na samej rozgrywce. Do pewnego stopnia jest to dzisiejszy „znak czasu”.

Akrobacje to prawdziwa dusza, szczyt i centrum tej gry. Wszystko, co widzieć można na olimpiadzie, tutaj będzie robione bez zabezpieczeń, wśród wszelkich pułapek, jakie wymyślono od czasów Indiany Jonesa. Z jednej strony, opracowanie odpowiedniej sekwencji będzie wymagało nie raz i nie dwa nielichego pomyślunku. Dodatkowych „wymiarów” dostarcza nam tu zaimplementowana w grze magia – nie raz i nie dwa trzeba będzie w locie zamrozić fontannę wody lub „uaktywnić” znikającą kładkę. Z drugiej strony, wykonanie zazwyczaj jest płynne – a to dzięki temu, że poziomy są tak liniowe. Kamera sama „ustawia” się w odpowiedniej, następnej z brzegu pozycji. Ma to oczywiście swoje wady – nieraz mamy wrażenie, że trzy wymiary obecne w grze to tylko zbędny ozdobnik. Ale płynność, z jaką dzięki temu wykonujemy najdziksze nawet ekwilibrystyki dostarcza mnóstwo zabawy. Pomaga nam w tym także intuicyjny system sterowania – dokładnie taki sam, jak w poprzednich częściach.

Wspomniana magia sprowadza się do zbierania różnokolorowych kul („orbów”). Czerwone podnoszą maksymalny poziom życia (jak napoje w oryginalnym Prince), niebieskie umożliwiają nam cofanie czasu (jak w Sands of Time), zaś żółte przysparzają nam punktów doświadczenia. Za te ostatnie „wykupić” można różne ulepszenia – może to być podniesienie którejś ze statystyk lub moc magiczna oparta na dowolnym z czterech żywiołów (np. wspomniane zamrażanie wody – bardzo przydatne).

Walka, choć obecna niemal w tej samej ilości, co akrobatyka, określana jest często jako „drugoplanowa”. Tezę tę popiera się prostotą systemu sterowania walką (jeden cios wolny i mocny, jeden słabszy i szybszy, kopniak i skok) , względnym niezróżnicowaniem przeciwników (mnóstwo „standardowych” przeciwników, przeważnie szkieletów różnie uzbrojonych i praktycznie jeden tylko „boss”, spotykany kilkukrotnie) oraz brakiem sekwencji QTE. Sądzę, że to nieporozumienie. Jedyne, czego powyższe argumenty dowodzą, to fakt, że nowy Prince nie jest kolejnym klonem God of War. Teza tyleż prawdziwa, co oczywista, ale trudno z tego robić diametralną wadę produktu. Sądzę nawet, że jest wręcz przeciwnie – to dowód na zdrowy rozsądek producentów. Kto, mając trzeciego God of Wara chciałby kupić praktycznie to samo, zubożone tylko o brak widoku Tytanów? Moim zdaniem prostota systemu walki to świadome nawiązanie do oryginalnego Prince’a. Tam oprócz „Grubasa” i Złego Wezyra spotykaliśmy jedynie ubrane w turbany w różnych kolorach klony tego samego osobnika (Bobba Fett?!). Tam mieliśmy tylko jedno pchnięcie i jeden blok. A mimo to cały system był wyjątkowo wciągający i z pewnością nie był „drugoplanowym”, wciśniętym na siłę elementem rozgrywki. Podobnie jest tutaj – tylko trzydzieści lat później. Zmieniła się tylko skala – teraz potykamy się z wieloma przeciwnikami na raz. Z początku będzie ich 5-10, pod koniec – nawet 50! Prostota połączona z grywalnością wcale nie musi równać się zepchnięciu na boczny tor.

Czasami to powrót do korzeni. Tak jest w tym przypadku. Zapomnijcie o poprzednich kontynuacjach Prince of Persia – to były tylko pierwsze próby znalezienia niszy we współczesnym świecie. Dopiero w Prince of Persia – Forgotten Sands stary hit znalazł swe nowe wcielenie.

Written By
More from konadmin

Quantic Dream – mistrzowie w swoim fachu !

Quantic Dream to mistrzowie w swoim fachu... Mają talent nie tylko do...
Read More
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, prince-persia

Czy jest jakiś gracz, który nie słyszał o Prince of Persia? Pewnie – żyjemy w świecie pełnym niespodzianek, więc prawdopodobnie tak.

" />