Mortal Kombat

mk-logo-small
mk-logo-small

Żaden Mortal Kombat nie próbował przyciągać fabułą i ten również nie ma takich ambicji. Gry spod tego znaku kusiły raczej wylewającymi się z ekranu wiadrami krwi i serwowaną w niemniejszej ilości grywalnością niż opowiadaniem wielowątkowych historii.


 

 

Wracają wspomnienia?

Rodzice bardziej interesowali się tym, jak długo grałem i czy odrobiłem wcześniej lekcje niż tym w co grałem. Dziękuję im serdecznie za to podejście, bo dzięki niemu poznałem jedne z najbrutalniejszych gier powstających w czasach, gdy byłem jeszcze pacholęciem. Wśród tych tytułów znajdował się również Mortal Kombat 4, znany mi przede wszystkim z PC. Ilość krwi i wyrywane podczas fatality członki zdecydowanie nie pasowały do opisu gier w które powinien grać dziesięciolatek. Pamiętam też emocje, które budził film, ale kolejne gry z tej serii zazwyczaj nie odpowiadały moim oczekiwaniom, więc wielkim fanem nie zostałem. Dlatego cieszę się, że mogłem podejść do nowego Mortala na zimno, bez niepotrzebnych emocji i siedzącej z tyłu głowy świadomości, że mam do czynienia z grą kultową, że to już dziewiąta odsłona etc. Cieszyłem się tym bardziej, że twórcy niejednej gry bezczelnie jadą na wyrobionej wśród graczy i recenzentów opinii dotyczącej danego tytułu (Spotkałem się chociażby z poglądem, że Tekken to jedyna licząca się bijatyka na konsole). Dumny ze swojej odporności na te prymitywne manipulacje zdjąłem folię z pudełka. W międzyczasie na mojej twarzy wylądował niecny uśmiech, spowodowany tym, że najpewniej będę miał okazję nowe Mortal Kombat zjechać w niniejszej recenzji. Cóż… może będzie okazja przy następnej grze z serii… nie tym razem.

Mortal-Kombat-postacie-z-gry-recenzja

Ciężko to pojąć na trzeźwo, czyli bogowie piorunów i równoległe wszechświaty

Żaden Mortal nie próbował przyciągać fabułą i ten również nie ma takich ambicji. Gry spod tego znaku kusiły raczej wylewającymi się z ekranu wiadrami krwi i serwowaną w niemniejszej ilości grywalnością niż opowiadaniem wielowątkowych historii. Nie trzeba Einsteina, żeby stwierdzić, że uniwersum Mortal Kombat delikatnie mówiąc nie trzyma się kupy. Ciężko o minimum sensu jeżeli akcja rozgrywa się w świecie równoległych wszechświatów, a dokładniej podczas turnieju, w którym przedstawiciele tychże wszechświatów walczą o ich byt. Tym bardziej, że powszechnie pojawiają się również bogowie… Czerpanie twórców Mortal Kombat z gdybań fizyków teoretycznych na temat wielości wszechświatów ma jednak istotną zaletę, bowiem tworzenie poszczególnych wojowników ograniczone w tym przypadku jest jedynie wyobraźnią. Owocem tej ostatniej jest dla przykładu czteroręki Goro czy też oszpecony-zamaskowany-niesamodzielnie-oddychający-facet-z-nadziakami-co-szybko-biega, czyli niejaki Kabal. Różnorodność wojowników przyprawia o zawrót głowy i nie mam pojęcia jak można by wprowadzić ich wszystkich do gry korzystając z innej niż równoległe wszechświaty koncepcji. Chciałoby się więcej postaci, ale ten problem pojawia się chyba przy każdej bijatyce. Może dlatego, że satysfakcjonująca graczy liczba oscyluje dość wokół nieskończoności? Interesujące to, że nawet w tak ekstrawaganckim uniwersum udało się stworzyć naprawdę porządny story mode, który serdecznie polecam. Zmaganie Raidena z wizjami dotyczącymi przyszłości turnieju i losów naszego wszechświata było zaskakująco interesujące. Będąc szczerym, to po tym trybie spodziewałem się najmniej, a daje radę. Zdecydowanie daje radę.

mortal-kombat-gameplay-recenzja-pse-xbox360

The art of killing

Jak już zdążyłem napisać, w Mortal Kombat nie chodzi o fabułę. Miarą jakości tej gry jest bez wątpienia system walki i kwestie z nim związane. Na początku warto wspomnieć, że Mortal Kombat rezygnuje z trzeciego wymiaru (Oczywiście jedynie w stosunku do systemu walki. Jeżeli kogoś przestraszyłem, przepraszam). Tak jak dawniej, ucieczka na boki nie jest możliwa. Oldschoolowo, prawda? Już nie uciekniecie przed łańcuchem Skorpiona, czy wachlarzem Kitany.

Kolejną innowacją są tzw. x-ray combos. Moim zdaniem, jedne z fajniejszych rzeczy jakie ostatnimi czasy pojawiły się w bijatykach. Nowinka polega na tym, że po załadowaniu całego paska energii możemy wykonać cios, w trakcie którego przeciwnik zostanie prześwietlony, co z kolei pozwoli na przyjrzenie się jakie narządy wewnętrzne i kości zostały w trakcie ciosu uszkodzone, bądź połamane. Pękające szczęki i żebra, pogruchotane czaszki i przebite śledziony bez wątpienia motywują do dalszej walki. Niestety, przypada jedynie jeden x-ray na każdą postać, więc zobaczenie ich wszystkich nie zajmie zbyt wiele czasu. Czułem straszny niedosyt tego rodzaju animacji. Potencjał x-ray cobmbos nie został moim zdaniem wykorzystany. Tego problemu nie dostrzegłem za to przy fatality. Na postać przypadają przynajmniej trzy sposoby na zmuszenie oponenta do wyzionięcia ducha. Te wyszukane są niemniej niż postacie, które je wykonują i wręcz ciężko spamiętać wszystkie kończące ciosy. Stopień ich brutalności jest wręcz poza skalą i zaryzykuję stwierdzenie, że z okazji wydania Mortal Kombat PEGI poważnie zastanowiło się nad wprowadzeniem nowej kategorii wiekowej. Tak. Jest aż tak krwawo. To wrażenie potęguje jeszcze zmieniający się wraz z kolejnymi ciosami wygląd postaci. Po trzyrundowym pojedynku nasza postać zazwyczaj wzbogaca się o kilka bonusowych upiększeń takich jak podbite oczy, rozcięta skóra spod której widać poszarpany mięsień czy łuk brwiowy zniszczony do tego stopnia, że oko zdaje się wychodzić z czaszki. Dobrze radzę: obiad zjedzcie ZANIM usiądziecie do Mortala. Gra w zasadzie wszędzie zbierała oklaski za grafikę i ja również nie mam zamiaru ich szczędzić. Za Mega dokładne modele postaci, dopracowane, tętniące życiem plansze i nadaną całej tej mieszance bodźców dynamikę zdecydowanie należy się aplauz.

Interesującym rozwiązaniem jest także wprowadzenie rozgrywek typu tag. Wybieramy dwie postacie, między którymi możemy swobodnie przełączać w trakcie walki. Zyskujemy nie tylko możliwość stworzenia uzupełniającej się drużyny, ale też dedykowane dla tego trybu ciosy, w trakcie których nasi wojownicy współpracują, wspomagając się pociskami lub wspólnie wykonując combo.

mortal-kombat-gameplay-recenzja-ps3-xbox360

Multiplayer

W Mortal Kombat postawiono na rozbudowany tryb multiplayer, co zdecydowanie przedłuży żywotność gry. Ilość graczy, którzy chcą nam skopać tyłki jest naprawdę niemała, a gra ledwo co wyszła. Bynajmniej nie przesadzam z tym kopaniem tyłków. Jest ciężko. Po jednym z pojedynków dostałem nawet wiadomość o milusińskiej treści: „You suck”. Multi oferuje tryby 1v1, tag oraz king of the hill, czyli pojedynki przy składającej się z prawdziwych graczy widowni. Dla lubiących wyzwania to aż za dużo. Przygotujcie się na naprawdę porządny poziom innych i powodzenia.Pobawisz się i wyrzucisz? Raczej nie.

Mortal Kombat wrócił w wielkim stylu. Bije od niego jednocześnie tradycją i orzeźwiającym powiewem nowych standardów. Gra ma przed sobą jeszcze długie życie i nie powinna się znudzić aż do następnej części. Opanowanie wszystkich postaci to mrzonka naiwniaka, a nawet jeżeli stwierdzicie, że się udało, w sieci bez problemu znajdziecie kogoś lepszego od siebie. Przy czym nawet dostać cięgi jest miło w tak krwawej i dynamicznej oprawie audiowizualnej. Jeżeli więc jeszcze nie masz swojego egzemplarza, czym prędzej wejdź w zakładkę sklep. Ja wracam mścić się online.

            

PLUSY:
– Grafika.

– Jest krwawo.

– Multiplayer.

– Porządny story mode jak na taki pogięty świat.

MINUSY:
– Czemu tak mało x-ray combos?

– Przydałoby się nieco więcej postaci. Nie ma też dedykowanej postaci na x-boxa.

 

OCENA: 9,5/10

Autorby ostro

 

Written By
More from konadmin

Fight Night Champion

Boks przeżywa wyraźny kryzys – brak jest bowiem, poza kilkoma wyjątkami, bokserów...
Read More
mk-logo-small

Żaden Mortal Kombat nie próbował przyciągać fabułą i ten również nie ma takich ambicji. Gry spod tego znaku kusiły raczej wylewającymi się z ekranu wiadrami krwi i serwowaną w niemniejszej ilości grywalnością niż opowiadaniem wielowątkowych historii.


 

 

" />