Konkurs – wygraj God of War: Wstąpienie już dziś

Oficjalnie ogłaszam kolejny konkurs na łamach ProjektKonsola.pl, w którym do wygrania jest God of War: Wstąpienie na konsolę PlayStation 3.

KONKURS

Jeżeli tylko jesteście właścicielami konsoli PlayStation 3 i macie ochotę zagrać w coś ciekawego, to ten konkurs jest dedykowany właśnie Wam. Tym razem do wygrania jest God of War: Wstąpienie. Aby wziąć udział w konkursie, wystarczy zarejestrować się na naszym serwisie i napisać krótką historyjkę, swoistą przygodę, którą przeżył główny bohater gry w swojej młodości. Jak widać, wystarczy puścić wodze fantazji. Komentarze zamieszczajcie pod tym wpisem, autor najciekawszego zostanie nagrodzony produkcją Sony Computer Entertainment. Konkurs będzie trwał do następnej niedzieli, a więc macie sporo czasu na ciekawą wysnucie ciekawej historii.

Wstąpienie jest czwartą odsłoną serii przygód legendarnego Kratosa, który rzuca wyzwanie bogom Olimpu. Tym razem historia pokazuje nam Kratosa jako człowieka, który był nadal wojownikiem walczącym w imię Aresa. Gra jest reprezentantem gatunku slasherów, gdzie nie zabraknie widowiskowych starć, batalii z wielkimi przeciwnikami i krwi. Nie zabrakło również licznych minigier środowiskowych polegających na odpowiednim manipulowaniu elementami otoczenia. Nowością w serii jest tryb multiplayer, w którym łącznie może wziąć udział nawet osiem osób. Grafika stoi na wysokim poziomie, a warstwa muzyczna tylko dopełnia wartość tej gry. Projektu studia z Santa Monica nie możecie przegapić, powodzenia!

 

Written By
More from Patryk

Worms Battlegrounds uderzy na PlayStation 4 oraz Xbox One w maju

Worms Battlegrounds to kolejna odsłona legendarnej serii gier zręcznościowych firmy Team 17....
Read More
  • Jak wiadomo Kratos jest bardzo mściwym protagonistą który ma chęć wymordowania wszystkich którzy staną mu na drodze, nie ma litości dla nikogo. Ta nienawiść nie mogła się wziąć z nikąd, nasz kochany Kratos w dzieciństwie przeżył bardzo dramatyczny moment w swoim życiu. Otóż, gdy były bóg wojny nie miał jeszcze zamiaru zostania nim, żył spokojnie w Sparcie i szkolony był na jednego z elitarnych Spartańskich wojowników. Niestety pewnego dnia jego spokój zaburzyło pewne wydarzenie, mianowicie podczas rutynowego treningu z swym przyjacielem, Leonidasem, doznał pewnego uszkodzenia, fizycznego i psychicznego. Wcześniej wymieniony Leonidas bardzo zafascynowany filmem ”300” postanowił wypróbować na Kratosie filmowy kopniak prosto w otchłań. Na nieszczęście Kratosa który owy upadek przeżył, to na dole spotkał koniec rury kanalizacyjnej z jego rodzimej Sparty. Od tamtego momentu Kratos zmienił się, nie był już tym spokojnym i opanowanym chłopakiem którego każdy pamiętał, natomiast stał się żądnym krwi prawdziwym spartańskim wojownikiem.

  • Krzysztof

    Nad okolicą powoli zapadał zmierzch pogrążając w ciemności las i płynącą w pobliżu płytką rzekę. Kratos rozniecił ogień do którego powoli skapywał tłuszcz z upolowanego wcześniej zająca. Nadchodziła piąta noc, którą spędzał poza rodzinnym domem. Przetrwanie w samotności przez tydzień wśród okolicznych gór i lasów było częścią szkolenia jakie musiał przejść jeśli w ogóle myślał o tym aby zostać wojownikiem gdy dorośnie. Nie czuł żadnego strachu a wręcz odczuwał znużenie przebywaniem samotnie w tej opustoszałej okolicy. Posilił się gorącym mięsem i zasnął.
    Ze snu wyrwało go głośne syczenie ogniska, które jeszcze nie zdążyło całkowicie wygasnąć. W powietrzu stykały się kłęby dymu i pary, która powstawała z napływającej do ognia wody. Kratos zerwał się na równe nogi i w świetle księżyca dostrzegł rozlewającą się po okolicy rzekę, która przybierała w coraz szybszym tempie. Nie zastanawiając się długo chwycił swój miecz i wdrapał się na najgrubsze drzewo, które dojrzał w pobliżu. Gdy tylko usiadł na gałęzi, w oddali rozległ się dziwny dźwięk. Z nurtem rzeki nadbiegały jakieś stworzenia rozbryzgując wciąż napływającą wodę. Księżyc będący w pełni ułatwił Kratosowi rozpoznanie z kim ma do czynienia. W panicznej ucieczce pędziły trzy piekielne ogary. Skręciły tuż przy drzewie na którym siedział, wbiegły na wysokie wzniesienie i skryły się w wydrążonej w skale niewielkiej jaskini. Poziom wody stale się unosił aż z kierunku, z którego przybyły piekielne istoty nadciągnęła postać, którą Kratos od razu rozpoznał. Trzymany w ręku trójząb mógł należeć tylko do niego, do Posejdona. Kratos nigdy dotąd nie widział żadnego z bogów, jednak nigdy nie darzył żadnego z nich sympatią. Miał ich za bezkarnych, samolubnych tyranów, dla których ludzie są tylko marionetkami w ich zabawie.
    Posejdon przepłynął tuż obok niego na wzburzonych falach i popłynął dalej rwącą rzeką, która jeszcze do niedawna była zwykłym strumieniem. Z każdą minutą poziom wody opadał aż Kratos dojrzał rozmyte ślady po swoim dawnym obozowisku. I gdy już miał ponownie do niego zejść spojrzał instynktownie w stronę jaskini w której skryły się ogary. W mrok spoglądały żółte ślepia, które nieśmiało wychylały się zza skał. Kratos pozostał na swoim miejscu wstrzymując oddech i czekając co zrobią piekielne istoty. Wychylały swoje odrażające łby coraz odważniej aż w końcu zeszły powoli tą samą drogą, którą wbiegły na górę. Gdy wydawało się, że już odbiegną w swoją stronę zaczęły węszyć w pobliżu drzewa na którym siedział Kratos. Woda najwyraźniej nie zmyła wszystkich zapachów obozowania i drapieżne instynkty znów zaczynały brać górę. Zacisnął dłonie na rękojeści miecza, uspokoił oddech i w tym samym momencie w którym pierwszy z ogarów spojrzał w górę rzucił się w dół. Ostrze przebiło głowę zwierzęcia niczym miękki owoc i wbiło się w ziemię. Kratos wyszarpnął mocnym ruchem zakrwawiony miecz i błyskawicznie rzucił się na drugą z bestii, która nie zdążyła do końca zorientować się co się dzieje. Stal przecięła powietrze rozpruwając bok ogara. Nogi zwierzęcia się ugięły i padło na ziemię wydając z pyska przeraźliwy skowyt. Ostatni z potworów przykucnął na tylnych łapach szykując się do skoku. W ułamku sekundy wybił się w powietrze szczerząc ostre zęby i prężąc pazury. Kratos błyskawicznie przetoczył się na boku, zamachnął mieczem i w księżycowym blasku zalśnił strumień krwi. Ciało ogara opadło i prześlizgnęło się po mokrej ziemi a jego głowa potoczyła się jeszcze kilka metrów dalej. W okolicy słychać było już tylko głośne bicie serca młodego Kratosa, który zaciskał mocno zęby i w głębi duszy pragnął kolejnych przeciwników. Ponieważ żaden nie nadchodził powolnym krokiem oddalił się od miejsca walki w poszukiwaniu suchego miejsca do noclegu na pozostałe dwie noce.

  • Daniel

    Kratos, jakiego znamy dziś, nie był taki w dzieciństwie. Gdy wszyscy bogowie jeszcze żyli, a Kratos nie był żądnym zemsty su****nem, był spokojnym mieszkańcem Sparty. Nadszedł czas jego wyprawy by stał się prawdziwym mężczyzną, razem z jego najlepszym przyjacielem, Leonidasem, wyruszyli żądni przygód na wyprawę w samą głąb lodowatej puszczy zwanej Dolina Zagubionych. Po trwającej 3 dni wędrówce dotarli na miejsce i rozbili obozowisko, w głębi lasu było słychać wycie wilków które(jeśli wierzyć opowieściom starego dziada z karczmy w Sparcie) są wielkie niczym dorosły niedźwiedź i krwiożercze jak to już na wilki przystało. Mieli przeżyć 5 dni w puszczy a potem o własnych siłach wrócić do rodzimej Sparty. Pierwsze dni mijały spokojnie. Leonidas upolował niedaleko ich miejsca pobytu jelenia więc nie głodowali. Lecz dnia trzeciego, kiedy mieli spędzić ostatnią noc w środku lasu i wyruszyć w rodzinne strony, Kratos poszedł na polowanie w najciemniejsze strony lasu. W powietrzu było czuć grozę, nie było słychać żywej duszy, lecz nieustraszony przyszły Spartański wojownik nie bał się niczego. Zamierzał upolować prawdziwego, znanego z opowieści wilka. Leonidas, mniej odważny od Kratosa odradzał mu tego mówiąc, że to pewna śmierć, lecz Kratos go nie posłuchał. Po podróży po ciemnej stronie lasu Spartańczyk natknął się na jaskinię skutą lodem. ”Na pewno tam będzie coś godnego upolowania” – pomyślał. Bez wahania wszedł do owej jaskini. Nie mylił się, w środku natknął się na całą watahę ogromnych i silnych wilków. Podszedł do tego spokojnie, nie rzucił się na nie od razu, lecz powoli, z opanowaniem. Wilki były mądre, miały swoją taktykę, a Kratos nie miał pojęcia, że mogą one aż tak dobrze walczyć. Bardzo szybko załapał się w nowej sytuacji i poznał ich taktykę. Wyrżnął każdego wilka, nie oszczędzając ani jednego. Zmęczony, splamiony krwią swoich wrogów zauważył nieopodal dwie jeszcze wtedy nieznajome mu skrzyni, jedną niebieską, drugą zieloną. ”Co może w nich być?”- pomyślał. Podszedł spokojnie do drugiej skrzyni i starał się ją otworzyć. Była solidnie zamknięta, lecz po chwili udało mu się ją otworzyć. Z skrzyni wypłynęły zielone kule, które wniknęły w ciało Kratosa, poczuł jak mu wracają siły i znów jest gotów do walki. Następnie podszedł do pierwszej, niebieskiej skrzyni. Ta również nie chciała się otworzyć od razu. Tak jak myślał, wypłynęły z niej identyczne, tyle że niebieskie kule, które również wniknęły w jego ciało. Jednak tym razem poczuł nieznaną dotąd siłę, wręcz magiczną. Nie mając czego więcej tam szukać, Kratos wyszedł z jaskini i spotkał tam swojego przyjaciela. Oboje spakowali to co ich i wyruszyli w stronę domu. Kratos w drodze powrotnej opowiedział Leonidasowi co przeżył w jaskini i co tam znalazł, a on przecierał oczy ze zdumienia. Po powrocie Kratos stał się szanowanym wojownikiem który na przełomie swych lat stawał się coraz silniejszy. Chyba wszyscy jesteśmy pewni że nasz dzielny Spartański wojownik nie byłby dzisiaj taki waleczny i pełny sił, gdyby nie to co spotkało w jaskini.

  • Samzon

    Spartiata otworzył oczy i podniósł swoją okrwawioną głowę. Próbując wstać oparł się o pobliski, wyłamany filar. Brodził w kałuży, prawdopodobnie własnej krwi, o czym świadczyć mogła ciemnoczerwona posoka spływająca z jego prawego ramienia. Rana widocznie była świeża, przez triceps przebiegało pięć, równoległych śladów pazurów. Zaciągnął się. Zranione żebro dało o sobie znać, a zawiązany na nim opatrunek zaczął gnić. Do wcześniej wspomnianej rany przyłożył swoją wielką łapę, rozejrzał się po pomieszczeniu rozkojarzonym spojrzeniem. Brudna posadzka świątyni spowita była ciałami poległych w bitwie. Światło padające z dziury w sklepieniu oświetlało twarze ofiar. Zmasakrowani towarzysze byli nie do poznania, Kratos potrafił rozróżnić ich jedynie na podstawie krwistoczerwonych aspektów uzbrojenia. Nie bacząc na zranione członki ruszył w kierunku wyjścia. Świątynia była postawiona ku chwale Zeusa, z dawnego monumentu pozostało niewiele. Bitwa dała jej o sobie znać, pozostawiając po sobie zgliszcza, zmasakrowane zwłoki i ślady jazdy, w okół budynku było też coś niepokojącego – ślady lwa, jednakże, jak sam Kratos wiedział lwy nie występowały w tych rejonach. To musiała być bestia, nagle zrozumiał, że bitwa musiała zostać przerwana przez potężną siłę. Była to kara, gniew Bogów za piekło wywołane na świętej ziemi. Żołnierze musieli uciec w popłochu, ci którym pozostało mniej szczęścia zostali brutalnie rozszarpani przez stwory. Mantykory potrafią być bezwzględne, lecz te, które wywołały tą rzeź musiały zostać do tego pchnięte buzującym gniewem Boga, pomyślał. Kratos nienawidził Bogów. Nie, nienawidził to za ostre słowo. Uważał ich rodzaj fatum, czegoś niematerialnego, okaz tchórzostwa, do którego setki mężczyzn i kobiet wznosiły modły ze strachu. Świadczyło to o ich naturalnej słabości. Pojął, że musi wydostać się ze szczytu zanim hieny bitewne poczną krążyć. Nachylił się nad bladym jak kość słoniowa chłopakiem. Był młody, w wieku Spartiaty. Prawdopodobnie strach zadziałał o wiele szybciej niż Mantykory. Chwycił za pas i odczepił go od ekwipunku młodzieńca. Spiął go w okolicach swoich własnych, masywnych bioder. Z pochwy wyciągnął solidny, Argosowy miecz. Widoczny był w nim kunszt zbrojmistrzów Argolidzkich. Kilka sprawnych młynków pozwoliło mu oswoić się z nowym orężem. Był pełen nadziei, że nie będzie musiał jej użyć podczas przeprawy w dół, a jedyne świsty jakie usłyszy, to te wykonywane przez ruchy wiatru.

    Przez całą drogę w niższe okolice pasma w głowie głębiło mu się wiele pytań. Co się stało z resztą oddziałów i gdzie podziały się bestie, odpowiedzialne za brutalną rzeź na górze? Wiedział, że będzie musiał złożyć raport, jednak aby to wykonać trzeba było przeżyć. W takim stanie ledwo był w stanie dzierżyć broń, walka była niemożliwa i gdyby do niej doszło z pewnością zostały poćwiartowany i podzielił los nieszczęśników z góry. Nadchodził zmierzch, słońce powoli chowało się za horyzontem, zaś Kratos dotarł do jeziora, przy którym znajdowała się baza wypadowa wojsk Sparty. Maszerował cały dzień, więc widok krystalicznie czystej wody spowodowały u niego ulgę. Napoił się, obmył lepiące się od skrzepniętej krwi rany i zasiadł pod pobliskim cedrem. Znużył go silny sen, bezwładnie oparł poranioną głowę o pniak wyniosłego drzewa. Nastała noc.

    Ubrana w śnieżnobiałe szaty o obłych kształtach kobieta nęciła go palcami, uśmiechając się słodko w kierunku Spartiaty. Miała delikatne rysy twarzy, na myśl przywodzące cherubinka i okalające jej głowę, kruczoczarne włosy. Wydawała się być znajoma. Ruszył za nią, nie czuł wcześniejszego ucisku złamanego żebra oraz rany na ramieniu. Całkowicie je zignorował, całe jego skupienie powędrowało za dziewczyną. Nie zdawał sobie sprawy zbytnio, gdzie się teraz znajduje. Pola tworzyły gładkie zbocza, z rosnącą tam soczystą trawą. Nie był to sen, czuł ciepły dotyk kobiety na swojej klatce piersiowej, która wtuliła się w niego po krótkiej chwili. Swoje brązowe oczy wlepione miała w twarz Spartiaty. Wydawała się szczęśliwa, widząc go, jakby po dłuższym czasie rozłąki. Kratos nie był w stanie zliczyć ile czasu spędził z nią na polach, stracił rachubę. Jedynie czego pragnął to bliskość jej ciała, nie czuł przenikliwego głodu ani pragnienia, które dawało mu wcześniej o sobie znać. Wszystko czego chciał to zostać w tym dziwnym świecie…

    Kobieta wrzasnęła, niebo pociemniało, jej ciało zaczęło się kruszyć. Z czerniących się zwłok zaczęła upływać dwie, krystalicznie czyste dusze, które uniosły się w kierunku czerwonego nieba. Krzyczały z bólu, wykrzykiwały imię Kratosa. Stanął zszokowany, z nieba zaczęła spływać krwista posoka, znowu zaczął czuć ból. Jednak to nie był ten sam ból, który dawał się mu we znaki przed snem. Był kilkakrotnie większy. Spartiata zaczął wić się z bólu po ziemi, która z soczystej trawy zmieniła się na wypłowiałą. Z oczu zaczęła wyciekać ropa, złapał się za swoje ślepa. Pochwycił za miecz, który ograbił ze zwłok i wbił go w klatkę piersiową. Zapadła ciemność.

    Otworzył oczy, dysząc bardzo ciężko. Nachylał się nad nim wojskowy medyk, widocznie był bardzo rozpalony, gdyż na czole miał ciężki okład z lodowatej wody. Przetarł twarz, zrobił coś, co nigdy mu się nie zdarzyło. Rozpłakał się, po sali pełnej rannych Spartan przebiegł przenikliwy ryk, pełen gniewu i wyrzutów. Czym była ta wizja? Czy była to jakaś zapowiedź? Przyjął jednak do wiadomości, że to kolejna część kary za bezczeszczenie świątyni, zapłata za życie, które mu dano. Młody Spartiata nie zdawał sobie sprawy o zbliżającym się do niego życiu. Gdy zdał raport, dowiedział się jedynie o kapitulacji wojsk Argos – Sparta świętowała kolejne zwycięstwo.

  • Aniaskn

    – Kratosie! Kolacja!
    – Już idę mamo!
    Kratos zaczął powoli zbierać w dłonie wystrugane z drewna postacie, którymi jeszcze przed chwilą się bawił. Na małym kawałku piaszczystej ziemi jeszcze przed sekundą rozgrywała się wielka bitwa podczas, której Kratos samodzielnie walczył ze wszystkimi bogami Olimpu. Zawsze na końcu wychodził z niej zwycięsko, tak było również i dziś. Podniósł się z ziemi, otrzepał z pyłu i ruszył powoli do domu. Gdy zrobił zaledwie kilka kroków dobiegł go czyjś głos:
    – Lubisz pokonywać bogów, prawda?
    Kratos przestraszył się aż kilka z figurek upadło mu do stóp. Gdy się odwrócił ujrzał mężczyznę stojącego w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą się bawił. Człowiek był wysoki, miał długie, jaśniejące w zachodzącym słońcu włosy, które lekko rozwiewał wiatr i uśmiechał się do Kratosa.
    – Przepraszam jeśli cię wystraszyłem. Chciałem tylko chwilę porozmawiać.
    – Nie… nie wolno mi rozmawiać z nieznajomymi.
    – Ależ ja nie jestem nieznajomym. Przyjrzyj się dobrze. Na pewno mnie poznajesz.
    Kratos przyglądał się uważnie jednak nie mógł sobie przypomnieć aby kiedykolwiek ten mężczyzna pojawił się jego domu lub w pobliżu.
    – Szukasz w złym miejscu Kratosie. Nie byłem nigdy u ciebie w domu.
    – Skąd… skąd wiesz o czym myślę? Czy… czy jesteś…
    – Bogiem? Haha, przyjrzyj się jeszcze raz uważnie.
    Dopiero teraz Kratos zaczął dostrzegać podobieństwo z posągami jakie odwiedzał wraz ze swoją matką. Twarz coraz bardziej przypominała mu jedną postać, która od zawsze wywoływała w nim lęk.
    – Zeus.
    – We własnej osobie, Kratosie. A teraz chodź, chcę ci coś pokazać.
    – Nie… nie mogę… moja mama…
    Jednak nim zdążył dokończyć zdanie świat wokół niego zawirował i poczuł jak unosi się w powietrzu. Ziemia pozostawała coraz bardziej w dole a on leciał niesiony potężną mocą niczym na skrzydłach olbrzymiego orła. Uczucie strachu powoli zastępował ogromny podziw i zachwyt na światem, który stawał się coraz mniejszy. Jego rodzinny dom zniknął pod warstwą chmur i dookoła rozciągała się tylko biel. Po chwili niebo się rozjaśniło a przed nim na szczycie góry wyrosła olbrzymia budowla.
    – Olimp… – wyszeptał wpatrując się w nią jak oniemiały.
    Płynąc w powietrzu wylądował w końcu na dziedzińcu otoczonym potężnymi kolumnami. W kilku miejscach dojrzał postacie, które wylegiwały się w blasku grzejącego mocno słońca. Gdy go dostrzegli, każdy z nich nieśmiało ruszył w jego stronę. Rozpoznał błyskawicznie Herę i Atenę, za nimi szedł Apollo a tuż przy jego boku przepiękna Afrodyta. Zbliżyli się do niego wyciągając dłonie pełne owoców a Kratos rozglądał się dookoła nie wiedząc co powiedzieć. Zeus powolnym krokiem podszedł do swojego ogromnego tronu i zaczął się śmiał patrząc na to jak Kratos krepuje się obecnością bóstw. Wziął od Afrodyty kiść winogron i zaczął je łapczywie połykać czując jak rozpływają się w ustach. Nigdy w życiu nie jadł czegoś równie słodkiego. Każdy z bogów pragnął aby zwrócił się w jego stronę, łapali go za ramiona i podtykali pod nos coraz to słodsze smakołyki.
    – Kratosie…
    Uśmiechy i dotyk gładkich dłoni na jego policzku sprawiały, że czuł się coraz swobodniej.
    – Kratosie…
    Zeus śmiał się coraz głośniej ściskając w dłoni puchar pełen nektaru dającego mu nieśmiertelność i wieczną młodość.
    – Kratosie…
    Czuł się wspaniale a jego ciało ogarniał błogi stan.
    – Kratosie!
    Zerwał się nagle oszołomiony. Nad nim stała jego matka.
    – Kratosie, ile cię można wołać? Zasnąłeś podczas zabawy? Chodź, zjesz kolację, umyjesz się i pójdziesz spać.
    – Dobrze mamo…
    Podniósł się powoli z ziemi i zaczął zbierać swoje drewniane figurki, których używał do zabawy. Dopiero wtedy dostrzegł, że w ręku ściska pojedynczy owoc winogrona.

  • Karol

    Dzień jak codzień, młody, wybitnie zbudowany chłopak imieniem Kratos, na polecenie swojego ojca pilnuje na pastwisku nieopodal domu stada krów. Mocno bijące słońce zmożyło spartanina, w skutek czego rozłożył się na łące przepełnionej gęstą trawą i w mgnieniu oka usnął. Kratos miewał różne sny, jednakże ten był inny, przypominał bardziej wizję niż fantazje jak zazwyczaj. Śnił mu się wielki wojownik spowity ludzkimi prochami po całym ciele, walczący z bestiami Hadesu, stawiający czoła wszystkiemu co staje mu na drodze za pomocą dwóch mieczy na łańcuchach, wtopionych w jego ciało. Ten sam wojownik otwierał skrzynie przypominającą mistyczną puszkę pandory, stanął do walki z postacią wyglądalącą na boga Zeusa, zabijając go w krainie oblężonej chaosem, na samym końcu skacząc w wielką przepaść popełniając samobójstwo. Podczas gdy Kratos śnił,
    w tym samym czasie, w Świątyni Przeznaczenia jedna z trzech sióstr przeznaczenia – Clothos, zauważyła jedną nić
    wyróżniającą się jaśniejszym blaskiem. Gdy na pierwszy rzut oka dojrzała, że należy ona do młodego chłopca, zainteresowała się nią i zaczęła śledzić wszystkie wątki z jego życia. Jak się jednak okazało, że owy młodzieniec jest zwiastunem śmierci bogów wraz z boskimi istotami ogarnął ją ogromny strach gdyż wie, że nic nie może zrobić dopóki nie nadzejdzie odpowiedni moment, kiedy stanie z nią twarzą w twarz. Po przebudzeniu Kratosa, miał on mieszane uczucia związane ze snem. Nie potrafił sobie wyjaśnić co dokładnie oznaczała ta wizja, kim był ten przepełniony gniewem wojownik i dlaczego zabijał bogów, do których się modłił. W jednej z wizji, podczas walki z Zeusem, bóg mówił coś do napastnika, coś krótkiego, coś przypominające imię. Pod dłuższym namyśle zrozumiał, że Zeus wykrzyczał jego własne imię.
    Sen nie dawał spokoju Kratosowi, jak również pytanie – co go jeszcze w życiu czeka ?

  • Wybieramy zwycięzce konkursu. Jest ciężko, bo Patryk i ja (Alek) wybraliśmy zupełnie różne historie jako faworytów. Rozsądzi Piotrek dzisiaj wybierając swoje typy (nie znając naszych)! Przepraszamy za opóźnienie z wynikami, ale nie spodziewaliśmy się tak dobrych prac! Szacunek.