Killzone: Shadow Fall – recenzja PS4

Killzone Shadow Fall to gra studia Guerilla Games, która debiutowała wraz z konsolą PlayStation 4. jest to pierwszoosobowa strzelanina, w której znajdziemy również elementy skradania. Tytuł wykorzystuje moc konsoli Sony i wyraźnie nakreśla, jak będą wyglądały gry na ten system.

killzone-shadow-fall-banner

Killzone: Shadow Fall to kluczowa produkcja w kalendarzu zarówno Sony, czyli producenta debiutującej machiny o nazwie PlayStation 4, ale również dla Guerilla Games. Tytuł miał ambitnie postawione zadania – uzmysłowić rzeszom graczy, jak będą wyglądać przyszłe wydawnia trafiające na platformę Sony. Względem tej produkcji były spore oczekiwania, a i nie mniejsze zainteresowanie samego giganta z Japonii, który pozwolił deweloperowi na twórczą swobodę. Shadow Fall robi wiele, aby wyróżnić się na tle poprzedniczek. Być może przez pryzmat innych gier z gatunku strzelanin pierwszoosobowych Killzone: Shadow Fall nie jest niczym rewolucyjnym, tym nie mniej w obrębie serii, jest to tytuł nadzwyczaj ambitny i inny od tego, do czego gracze się przyzwyczaili.

Historia zarysowana w Shadow Fall przedstawia konflikt pomiędzy dwoma złowrogo nastawionymi do siebie frakcjami. Mowa tutaj o Helghastah i Vektanach, którzy zamieszkują teraz jedną planetę. Vekta jest pięknym, zróżnicowanym geograficznie i urbanistycznie terenem, który bardzo przypomina Ziemię. Zniszczenie rodzimej planety Helghan nie zakończyło konfliktu pomiędzy zwaśnionymi narodami, niedobitki dawnego imperium zostały zmuszone do koegzystencji ze swoim niedawnymi wrogami. Rządzący, aby zapobiec przemocy i konfliktom, postanowili wybudować potężny mur, który rozdzieliłby oba narody. Betonowa granica nie pomogła jednak w narastaniu społecznych waśni, toteż planeta stanęła na krawędzi nowej wojny.

W tym momencie do akcji wkraczamy my, czyli gracze prowadzący do boju głównego bohatera Shadow Fall. Lucas Kellan, to komandos wychowany niemal na polu bitwy, który był świadkiem swojego ojca przez Helhgastów. Jego wrogie nastawienie i chęć dokonania sprawiedliwości bezwzględnie wykorzystywane są przez dowódców VSA (Vektanie), a na ich czele stoi Sinclair. Podstarzały komandos zajął się chłopakiem po jego osobistej tragedii. W momencie gdy stolica stanie w ogniu, Lucas zostanie wysłany na niebezpieczną misję, przedrze się za ogromne mury, aby dokonać samosądu. W tym momencie przekona się również, że Helghanie mają wiele racji, a prawda nie koniecznie leży po stronie jego zwierzchników.

Scenariusz gry jest bardzo atrakcyjny, generalnie z uwagi na charakterystyczne nakreślenie obu narodów. Nie możemy upraszczać walki tych dwóch stronnictw tylko do nienawiści. Kontrast pomiędzy nimi jest uderzający, każde z nich ma inne zdanie w sprawie podstawowych uczuć jak miłość, przyjaźń, honor, sprawiedliwość, czy wolność. Shadow Fall nie dzieli uczestników fabuły na dobrych i złych, ale na dwie odrębne społeczności, które dzięki trwającej wojnie są w stanie naświetlić swoje godne i niegodne cechy. Przedstawiciele Guerilla Games w tej materii wzbili się na wyżyny umiejętności. Spotkane postacie charakteryzują się odrębnym zachowaniem, ubraniem, charakterem, sposobem wyrażania opinii, a nawet prostymi gestami. W trakcie przemierzania mnóstwa pomieszczeń, warto mieć otwarte oczy i uszy, ponieważ w zakamarkach poukrywane jest wiele sekretów, gazetek, audiologów czy propagandowych ulotek. Tak, dobrze rozumiesz, wpływa to na wyrobienie sobie opinii na temat danej społeczności.

[textblock style=”2″]Killzone to zasłużona marka w branży gier wideo z gatunku strzelanin pierwszoosobowych, które wydawano tylko na platformach Sony. Historia uniwersum sięga roku 2004, kiedy to debiutowała pierwsza odsłona cyklu. W roku 2006 na rynek trafiła kontynuacja gry, która nosiła nazwę Killzone Liberation. Była to gra z perspektywy trzeciej osoby, która trafiła na PlayStation Portable. Killzone 2 trafił na rynek w roku 2009 i wspierał konsolę PlayStation 3. Było to naturalne przedłużenie historii znanej z oryginału. Po odparciu ataku Helghan na Vectę, siły ISA atakują rodzimą planetę Imperium, aby porwać jej przywódcę i zmusić do zakończenia działań wojennych. Trzecia część serii, a więc Killzone 3, trafiła na PlayStation 3 w roku 2011, bezpośrednio kontynuując historię poprzedniczki. Ostatnim wydawnictwem w tej serii było Killzone: Najemnik, która jest ekskluzywną pozycją na PlayStation Vita. [/textblock]

banner killzone

Killzone: Shadow Fall jest podzielone na dziesięć rozdziałów, które to podzielone zostały na dłuższe i krótsze etapy. W tym miejscu muszę zaznaczyć, iż pierwszy rozdział, w skórze dziecka, jest dość przydługi i nudnawy. Podobnie ma się sprawa z rozdziałem drugim, który zabiera nas w głębokie i ciemne pomieszczenia. Prawdziwa rewolucja odbywa się przy okazji pamiętnego etapu, który prezentowano na targach E3. Mowa tutaj o etapie w lesie, który mnogością detali mógłby obdzielić kilka tytułów z poprzedniej generacji. Jest to najpiękniejsza lokacja w tej grze, której ‚daniem głównym’ są klify, z których rozciąga się widok na całą stolicę. U naszych stóp rozciągają się górskie potoczki, pagórki, drzewa, helghańskie konstrukcje, obozy (dwa), jak również rozbity frachtowiec. W pewnym momencie pomyślałem, że to tylko generowana animacja w oddali, ale myliłem się – całe to podwórko należy do gracza!

W takich momentach, serce gracza zaczyna bić szybciej, krew staje się gorętsza, a szczęka opada mimowolnie ku ziemi. Powiem to z pełną odpowiedzialnością za moje słowa – Killzone: Shadow Fall to aktualnie najlepiej wyglądająca gra wideo jaką jesteśmy w stanie zakupić. Deweloperzy podeszli do tematu kompleksowo. Ostre tekstury tną ekran telewizora niczym nuż kuchenny rozmoknięte warzywa. Modele postaci prezentują kosmiczny poziom wykonania. To rewolucja i kompletnie inna liga niż wszystko to, co do tej pory widzieliśmy. Trudno to wszystko ubrać w odpowiednie słowa, ponieważ robi to fenomenalne wrażenie. Mimika twarzy, odcienie skóry i mnóstwo pomniejszych detali, które wyraźnie trapią każdą postać. Spinki, naszywki, medale, guziki, ekwipunek, broń czy wytarcia na mundurach. Fascynująco wygląda również samo środowisko gry. Fantastyczne, otwarte przestrzenie, które otwierają przed graczem sporo możliwości. Wiele się w Shadow Fall dzieje, przy okazji tej przygody zwiedzimy lasy, budynki, laboratoria, statki, wraki samolotów, tunele, wysokie budowle i pomniejsze mieszkania. Wielkim plusem tej gry jest jej oświetlenie i gama kolorystyczna. Niemalże każdy element otoczenia jest podatny na światło – sam je generuje, albo odbija, co wpływa na dynamiczny świat, pełen barw rozpływających się na naszych oczach. Gdy pada deszcz, nasze oczy są przymrużone, widać kropelki na twarzach bohaterów, ich zmoczone mundury, a nawet odbijające się krople od podłoża! Weźmy na ten przykład spektakularną misję w lesie. Słońce jest wstanie przebijać się przez wszystkie elementy drzewa, czyniąc z niego naturalnie oświetlony obiekt, który również zmienia barwę kolorów. Gdy nasz bohater przyspiesza, wszystko dookoła traci wyrazistość. Animacja to również najwyższa półka, wyważanie drzwi, wybuchy, ogień…wygląda to tak, jak wyglądać powinno od wielu, wielu lat.

Rozgrywka. Shadow Fall to spektakularna bestia w klatce. Dlaczego użyłem takiego porównania? Tytuł od pierwszych minut daje graczowi sporo swobody. Już pierwsza, sławna misja w lesie pozwala nam na dowolną eksplorację sporej wielkości lokacji. Na mapie widnieje kilka celów, które możemy wypełniać w dowolnej kolejności. Każda z misji ma wiele ukrytych ścieżek, szybów wentylacyjnych, kanałów czy schowków. Prowadzenie ognia z takich miejscówek jest naprawdę rajcujące – nie są to korytarzowe pojedynki, czujemy swobodę działania. Ponadto w nowej odsłonie serii przyłożono się do wypracowania skradankowego systemu rozgrywki. Niezwykle ekscytujący jest fakt, iż wiele etapów możemy przejść niemalże po cichu. Towarzyszą temu ciche, choć mało eleganckie egzekucje Lucasa na Helghanach. Raz ukręci komuś kark, potem wbije kciuki w oczodoły, aby innym razem zablokować cios prosty i zatopić nóż bojowy w klatce przeciwnika. Tak, Killzone: Shadow Fall to brutalna gra. Skradanie się jest jednak miłym dodatkiem, ale niczym więcej. Guerilla Games postawiła na akcje, a tej nie powinno zabraknąć.

Po pierwszych etapach czar się jednak ulatnia. Osławiony etap w lesie jest szczytem możliwości tej gry. Podobnie jest w przypadku inwazji na metropolię, która to misja oddaje nam spore pole do popisu. Później jest tylko gorzej, co nie znaczy że źle, ponieważ Shadow Fall staje się standardową strzelaniną, która każe nam biegać z punktu A do punktu B. Oczywiście, jest to urozmaicone różnorodnymi skrótami, wentylacją czy skakaniem po dachach, ale nie czuć już takiej swobody, jak na samym początku. Killzone: Shadow Fall również zbyt często zabiera nas w oderwane od kontekstu miejsca. Raz jesteśmy w pięknym lesie, aby po chwili znaleźć się na pokładzie opuszczonego frachtowca. W międzyczasie trafiamy na ulice miasta, do slumsów, obozów dla uchodźców, kolejkę metra itp. Lokacje w grze oscylują wokół metropolii.

 portal_header

W tej części serii postanowiono skorzystać ze zdobyczy techniki, a więc nowej wersji kontrolera Dual Shock. Dzięki niemu możemy kontrolować naszego elektronicznego przyjaciela. Dron OWL to maszynka wspomagająca naszego bohatera. Ma on cztery podstawowe funkcje przypisane do obszarów panelu dotykowego pada. Atak, paralizator, osłona i linka. Do tego dochodzi jeszcze możliwość ratowania naszego bohatera po śmiertelnych obrażeniach. Wszystko to jest dość standardowe, ale naprawdę świetnie się z tego korzysta. Dron jest wstanie przechylić szalę starcia na naszą korzyść. Sprawnie radzi sobie z oponentami i jest zaporą ogniową. Kellan korzysta również z zastrzyków adrenaliny, które powodują zwolnienie czasu (bullet-time), a więc chwilowo wypracujemy sobie przewagę na polu bitwy. Miłośnicy bezpośrednich starć powinni być ukontentowani. Lucas potrafi szybko przemieszczać się pomiędzy osłonami, kryć się za nimi i prowadzić ostrzał. Pukawek do wyboru nie mamy zbyt wiele. Wkurza fakt przypisania markowego pistoletu naszego bohatera na stałe. Do dyspozycji są granaty, ładunki C4 i bronie Helghastów.

Przeciwnicy zachowują się dość standardowo, ale potrafią napsuć krwi. Generalnie poziom trudności jest wymagający. Pojedyncza wroga jednostka nie jest wymagająca, ale w grupie potrafią się zachowywać z głową. Często nas zachodzą z flanki, gdy zapamiętają naszą pozycję, obchodzą nas od tyłu, równocześnie prowadząc ostrzał. Głupotą jest zaś ich zróżnicowanie. Najsłabiej uzbrojony najwięcej kombinuje, zaś trzymający tarczę mięśniak jest głupi jak but i idzie w naszą stronę ”na chama”.

Jeżeli chodzi o rozgrywki wieloosobowe, to Shadow Fall wypada ciekawie na tle poprzednich odsłon serii. Wprowadza dziesięć ciekawych i rozbudowanych map. Podoba mi się również nowy podział na klasy – każda z nich ma odpowiednio wyważony dostęp do pewnych umiejętności i uzbrojenia. Goście z Guerilla Games dopracowali pewne błędy z przeszłości. Kamuflaż można aktywować tylko z nożem w ręce, a więc na mapach zabraknie bezczelnych kamperów. Ważna jest też swoboda w kreowaniu własnej wizji trybu Strefa Wojny – każdy może dobrać uzbrojenie i zasady według własnej woli. Warto wspomnieć również o niezwykle zabawnych animacjach po ”sprzątnięciu” przeciwnika. Gracz z najwyższym wynikiem ma możliwość wybrania jednej z wielu animacji. Rozgrywki są średnio dynamiczne, nie jest to poziom arcade, ale wymaga sporej ilości umiejętności i myślenia. Jeżeli miałbym oceniać tryb multiplayer, to byłoby to coś pomiędzy serią Call of Duty, a Battlefield.

Jak oceniam Killzone: Shadow Fall? Pierwsza, pełnoprawna, wymagająca gra nowej generacji konsol. Z radością stwierdzam, że PlayStation 4 otrzymało bardzo mocny tytuł na start, który mimo kilku wpadek, jest w stanie przyciągnąć graczy przed ekrany telewizorów. Jest to tytuł stworzony z myślą o graczu, który przede wszystkim ceni sobie kampanię i scenariusz. Oczywiście znajdzie się tutaj miejsce dla rozgrywek wieloosobowych, które mają swój charakterek. Killzone to wspaniała uczta audiowizualna, ze wskazaniem na fascynujące oświetlenie i animację postaci. Ciężko oderwać od tego tytułu wzrok, co potwierdza tylko fakt, że konsole nowej generacji skrywają w sobie ogromne zasoby możliwości!

OCENA 8.5/10

+ oprawa graficzna!
+oświetlenie i animacja bohaterów
+ położono nacisk na kampanię dla jednego gracza
+ możliwość skradania
+ całkiem ciekawe multi
– inteligencja wrogów
– małe możliwości drona OWL
– niewiele broni i gadżetów
Written By
More from Patryk

Recenzja Metal Gear Online

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain to wybitna gra, która jest...
Read More