Heavy Rain – Gdzie moja gra!?

heavyrain-recenzja-small
heavyrain-recenzja-small

Heavy Rain zaciera granicę między filmem, a grami.

 

 

Gdzie moja gra!?

Na początku to ja pragnę złożyć reklamację. Szanowne Projekt Konsola, zaangażowaliście mnie, żebym recenzował gry. Przypominam: gry.  Ja nie przepadam za filmami. Statyczne gapienie się w telewizor  beż możliwości interakcji nigdy mnie nie kręciło. Heavy Rain tymczasem bliżej do filmu niż całej sadze Zmierzch czy większości polskich komedii wyświetlanych w kinach przy okazji walentynek. Nie napisałbym tej recenzji, bo filmów nie lubię i na filmach się nie znam. Z tym, że ten… cholernie mi się podobał. Poza tym, dam sobie rękę uciąć, że to pamiętacie. Przypomnijcie sobie, jak oglądaliście za małolata jakiś film sensacyjny albo horror, chociażby Scooby-doo. Pamiętacie, gdy krzyczeliście do telewizora: „za tobą!”? Jeżeli tak, to pamiętacie też pewnie, że pomimo waszych krzyków ich adresat nigdy się nie odwrócił. Heavy Rain w końcu to zmienia.

Viva la revolucion!

Zacznijmy od początku. Ten sięga końcówki roku 2009, gdy pojawiły się pierwsze zapowiedzi gry. Od razu wieszczono rewolucję. Thriller z naciskiem na profil psychologiczny czterech głównych postaci, ich stany emocjonalne i wewnętrzne przeżycia, a wszystko okraszone elementami prosto z filmów akcji. Grafika miała z kolei zasłynąć wiernym odwzorowaniem mimiki twarzy. Wszystko obiecano przedstawić niemalże tak jak w filmach, zwłaszcza pod względem ruchu kamery. Ciekawi was, czy Quantic Dreams przekuło przechwałki w fakty? Czytajcie dalej.

heavy-rain-ps3-move-recenzja-projektkonsola

The killer is…

Cała historia rozgrywa się wokół wątku seryjnego mordercy: zabójcy z origami. Jego tropem podążają niemalże niezależnie od siebie cztery prowadzone przez gracza postacie. Każda z nich kieruje się innym motywem, żeby dopaść psychopatę… i nic więcej na temat fabuły nie napiszę. Jeżeli będziecie mieli okazję przetestować Heavy Rain’a podziękujecie mi, że oszczędziłem wam jej przybliżania. Jest to bowiem jeden z najmocniejszych elementów Heavy Rain, tak jak i każdego dobrego filmu. Z tą różnicą, że nawet w najlepszym filmie fabuła jest zawsze liniowa. Heavy Rain ma tę przewagę, że tutaj to gracz decyduje o tym co stanie się dalej. Gra ma niezliczoną ilość zakończeń i wiele pozornie pozbawionych znaczenia czynności niesie za sobą poważne implikacje mogące skutkować zupełnie innym rozwiązaniem akcji. W grę wchodzi nawet możliwość zabicia którejś z kierowanych przez nas postaci, bo taki przebieg zdarzeń bynajmniej nie powoduje wczytania gry od ostatniego zapisanego punktu. Wolność, dużo wolności… przynajmniej od pewnego momentu… Pierwsze kilka godzin rozgrywki, a w szczególności sceny służące za tutorial potrafią porządnie znudzić, a do tego, w przeciwieństwie do reszty są liniowe niczym warszawskie metro. Proszę, nie zrażajcie się tym. Heavy Rain ma wiele do zaoferowania, choć nie chwali się tym wszystkim od samego początku. Wsiąkniecie w tę historię i będziecie błagać o więcej. Co interesujące, żądane „więcej” bez problemu otrzymacie. Wystarczy odpalić grę od nowa i tym razem zrobić coś inaczej…

heavy-rain-playstation-3-screen-recenzja

Przecież wciskałem.

Zastanawia was pewnie jak w takim mocno filmowym środowisku wygląda kontrola nad biegiem zdarzeń sprawowana przy pomocy pada. Otóż, mamy tu do czynienia z dwoma jej rodzajami. Często poruszamy się po prostu po pomieszczeniu szukając czegoś co pchnie fabułę do przodu czy wykonując inne czynności, mniej lub bardziej trywialne. Ta część rozgrywki najciekawiej prezentuje się w wykonaniu polującego na zabójcę z orgiami detektywa FBI- Normana Jayden. Facet dysponuje sprzętem, a dokładniej okularami i rękawicą, podłączonymi do jakiejś potężnej bazy danych, która pozwala mu analizować DNA, ślady krwi czy obuwia bez konieczności udawania się do laboratorium. Zbieranie kolejnych dowodów w bardzo fajny sposób kieruje nas w stronę odwzorowania stanu faktycznego kolejnych zabójstw. Heavy Rain rozgrywa się w niedalekiej przyszłości i ten sprzęt rodem z opowiastek wizjonerów high-tech nie razi. Zwłaszcza, że reszta rozgrywki mogłaby równie dobrze toczyć się we współczesności. Poza tym sposobem prowadzenia naszych bohaterów, króluje QTE (quick time events), czyli dobrze znane z God of War wciskanie odpowiednich sekwencji klawiszy w odpowiednim momencie. W zasadzie wszystkie sceny z elementami akcji rozgrywane są w ten właśnie sposób. W stosunku do Heavy Rain pojawiły się nawet zarzuty, że gra jest po prostu festynem QTE. QTE, gdy strzelasz komuś w głowę, QTE, gdy smażysz jajka, QTE, gdy walczysz o życie, QTE, gdy korzystasz z toalety. Tego elementu rzeczywiście jest sporo, ale osobiście trudno poczytać mi to za wadę. Nie wyobrażam sobie zastąpienia QTE  przerywnikami filmowymi. Ten sposób rozgrywania wszelkiej akcji jest dużo bardziej dynamiczny i przede wszystkim mamy na niego wpływ. Sekwencje nie są łatwe i wykorzystują wszystkie klawisze jakie tylko są na padzie, a nawet zamontowany w nim czujnik ruchu. W rezultacie nieraz zakrzykniecie do telewizora frazę, którą zatytułowałem ten akapit.

Widziałeś jego wyraz twarzy?

Przechodząc do oprawy graficznej trzeba stwierdzić, że chłopaki z Quantic Dreams nie rzucają słów na wiatr. Grafika rzeczywiście robi pozytywne wrażenie. Te potęgowane jest zwłaszcza w czasie przeprowadzania rozmów z napotkanymi postaciami. Nie wiem ile służących do rejestrowania motion capture  markerów trzeba przyczepić do twarzy, żeby uzyskać obserwowany w Heavy Rain efekt, ale na pewno niemało. Było warto. Po mimice jesteśmy wręcz w stanie stwierdzić, czy ktoś nas kłamie i jak czuje się wypowiadając kolejne słowa, ale… właśnie, zawsze jest jakieś ale. Nie mógłbym z czystym sumieniem napisać, że każda postać w grze animowana jest z taką dbałością o detale. Choć większość jest, to postaci mające w Heavy Rain jedynie epizod już naturalnością nie zwalają z nóg. Animacja ich ruchów i zachowań niewiele odbiega od tych z gier, które nie kładą na ten element tak dużego nacisku. Skoro już jesteśmy przy wadach to pragnę wytknąć jeszcze tylko jedną. Rzut kamery rzeczywiście zmienia się bardzo dynamicznie, w sposób do złudzenia przypominający ten z filmów. Gdyby jeszcze tylko sterowanie było dostosowane do tak częstej zmiany perspektywy… Dużymi brawami nagrodzić trzeba za to graficzne przedstawienie tytułowej ulewy. Dźwięk i animacja deszczu są bardzo naturalne i pozwalają poczuć ten jesienny, wysysający z bohaterów nadzieję i siły życiowe klimat. Ulice nieustannie spływają deszczem, deszcz nieustannie spływa do kanalizacji i… sami zobaczycie.

heavyrain-recenzja-plusy-minusy-wrazenia

Dalej nie lubię filmów, ale…

Nie ufajcie zapowiedziom. Nie oczekujcie rewolucji z rozmachem godnym Che Guevary. Oszczędzicie sobie kilku rozczarowań, a docenicie niekonwencjonalne podejście do gier na konsolę. Jeżeli Heavy Rain był w stanie zmusić mnie, wyjątkowo sceptycznego jeżeli chodzi o filmy odbiorcę, do przyssania się do telewizora niczym glonojad i to przez kilkanaście dni, to chyba warto sprawdzić co jest na rzeczy. Heavy Rain zaciera granicę między filmem, a grami. Powiedzcie, nie chcieliście nigdy usiąść przed jakimś osiągnięciem kinematografii z padem w ręku mając możliwość realnego wpływania na przebieg wydarzeń?

                 

PLUSY:
– Wciągająca, nieliniowa, rozbudowana fabuła.

– Nietypowe podejście do gier na konsole.

– Porządna grafika, zwłaszcza mimika twarzy.

MINUSY:
– Dużo QTE (jak ktoś nie lubi).

– Dość długo się rozkręca.

– Sterowanie momentami sprawia kłopoty.

 

OCENA: 8,5/10

Autorby ostro

Written By
More from konadmin

Gran Turismo 6 na dłuższym filmiku!

Marka Gran Turismo jest mekką wszystkich fanów motoryzacji w wersji cyfrowej, a liczy on...
Read More
heavyrain-recenzja-small

Heavy Rain zaciera granicę między filmem, a grami.

 

 

" />