GTA IV – Pozycja Obowiązkowa

recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, Grand Theft Auto IV
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, Grand Theft Auto IV

Grand Theft Auto IV nie jest grą najnowszą. Choć ma już niemal równo dwa lata, warto o niej przypomnieć. W pierwszej kolejności dlatego, że na rynku ukazała się nowa edycja GTA4: Platinium Pack. Jednak przede wszystkim dlatego, że pamięć o tak rozbudowanej, inteligentnej i nade wszystko miodnej grze nie powinna nigdy zaginąć! O takich pozycjach bez wyrzutów sumienia i niebezpieczeństwa przesady powiedzieć można: stara, ale jara.

Tych z graczy, którzy powrócą do GTA 4 po zakosztowaniu najnowszych produktów konsolowego rynku rozrywki komputerowej, czekać może mały szok. Cóż – jak się już wspomniało, gra ma dwa latka. Mimo, że grafice właściwie trudno zarzucić coś konkretnego, to jednak zostaliśmy już przyzwyczajeni do wyższych standardów. Nieco szwankująca detekcja kolizji nie od razu rzuci nam się o oczy, choć nie raz będzie nam towarzyszyć przy wsiadaniu do samochodów. 30 klatek na sekundę to porządna, filmowa jakość, ale najnowszy Battlefield czy trzeci God of War zdążyły już nas zamienić w utyskujących dekadentów z trudem łykających cokolwiek poniżej 60 fps. Kamera czasami, w szczególnie gęsto „umeblowanych” miejscach, po prostu grzęźnie – choć na ogół zachowuje się poprawnie i jest łatwa w sterowaniu. Ma też pomysłowe widoki w sytuacji, gdy główna postać prowadzi samochód – szczególnie ciekawy jest odpowiednik „widoku zza ramienia”. Także tekstury, dwa lata temu z najwyższej półki, dziś już nieco „trącą myszką”.

Z dźwiękiem jest lepiej – zresztą w tej materii już chyba dawno sięgnięto najwyższego pułapu i przez dwa lata nie zdążyło się zbyt wiele zmienić. Odgłosy otoczenia (zwłaszcza reakcje pieszych i innych kierowców na nasze poczynania na drogach) nie dość, że są realistyczne same w sobie, to jeszcze doskonale wpasowują się w wytworzoną przez gracza sytuację – jednak nie one od początku były charakterystyczną wizytówką serii. Bowiem od pierwszego GTA (pamiętacie ten widok z góry i żółty sweterek głównego bohatera?) seria ta kojarzona jest z niezwykle rozbudowaną ścieżką dźwiękową. Każdemu ona przypadnie do gustu – z tego prostego powodu, że każdy może ją sobie dobrać pod swój gust! 19 tematycznych stacji radiowych to wybór aż za duży – a wszystko (lub niemal wszystko) to piosenki na licencji, znane nam z realu! Warto przy tym zauważyć, że twórcom gry udało się uniknąć efektu zirytowania gracza pop-upami wyskakującymi przy każdej piosence „z autorstwem” (przy tej ilości tytułów musiałby to być prawdziwy pogrom!). Informacje o granym tytule dostępne są w emulowanym wewnątrz gry telefonie komórkowym głównej postaci (do którego jeszcze wrócimy w osobnym akapicie, takich „smaczków” jest bowiem znacznie więcej!). Mała rzecz, a cieszy.

Gdy jednak minie pierwsze wrażenie powierzchownością poniżej dzisiejszych wyśrubowanych standardów, zaczniemy w końcu zwracać uwagę nie na to, jak coś jest przedstawiane, ale na to, co na ekranie widzimy – i wtedy po raz pierwszy naprawdę zachwycimy się ta grą. Środowisko, w którym przyjdzie nam pracować – Liberty City – jest nie tylko połączenie ogromu skali i niesamowitej szczegółowości. Przede wszystkim, po wniknięciu nieco w ten świat, ma się wrażenie, że to miasto naprawdę żyje.

Najpierw – jak niekiedy w prawdziwym życiu – można złapać się na zastanawianiu, gdzie ci wszyscy widoczni na ulicy ludzie tak pędzą. Potem – inaczej, mam nadzieję, niż w prawdziwym życiu – można nawet śledzić poszczególnych ludzi z tłumu. Wrażenie celowości cały czas pozostaje. Nie tylko wrażenie – ci ludzie naprawdę gdzieś idą. Gdy zacznie się za nimi wchodzić do takich miejsc, odkrywamy nagle niesamowitą złożoność świata gry. Chociaż fabuła (o której za chwilę) jest naprawdę bardzo wciągająca, to jednak ogromna większość czynności, jakie możemy wykonać, wirtualnych instytucji dostępnych w wirtualnym mieście czy po prostu opcji stojących przed nami otworem, jest zupełnie z główną fabułą nie związana. Złudzenie prawdziwego życia jest w związku z tym niekiedy wręcz dojmujące.

Miasto – niczym prawdziwe – oferuje swym mieszkańcom bez liku pubów, klubów, kabaretów czy kręgielni, w których można się rozerwać. Nie zawsze będziemy tam uczęszczać sami. Każda postać, z jaką zetknie nas los będzie miała wskaźnik relacji z nami – im wyższy, tym bardziej nas lubi. Odpowiednia ilość wspólnych partii bilardu lub kręgli, wypitych browców czy obejrzanych przedstawień wpływać będzie na ten wskaźnik. Specjalnym rodzajem znajomych są dziewczyny, z którymi można umówić się na randkę. Tu już nie będzie tak łatwo, jak z kumplem od kręgli – wybredna przedstawicielka płci pięknej zwracać będzie uwagę nawet na to, czy dwa razy z rzędu pojawiłeś się w tym samym ubraniu! Tym bardziej takie sprawy, jak punktualność, rodzaj kierowanej aktualnie „bryki” czy dobór rozrywek na wieczór będą miały znaczenie!

 

recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, grand-theft-auto-iv

 

Jednym ze sposobów umówienia się na randkę są portale społecznościowe w wyimaginowanym na potrzeby gry odpowiedniku Internetu. Mamy tam swoją skrzynkę pocztową, na które również przychodzi spam. Jak w życiu – większość jest bezwartościowa. Jednak na niektóre strony można wejść tylko poprzez linki w takich spamach. Dysponujemy też wspomnianą komórką – możemy dzwonić do znajomych, ale także oni do nas. Możliwy przez to humor sytuacyjny pojawia się wielokrotnie – wyobraźcie sobie telefon od aktualnej „dziewczyny” w środku gangsterskiej strzelaniny lub w trakcie „podniosłych” momentów w lokalnym domu uciech nieczystych! Komórka spełnia poza tym szereg przydatnych funkcji, podobnie zresztą, jak GPS. W ogóle „bajery” te zachowują się jak w prawdziwym życiu – przydają się zarówno do całkowicie pobocznych rozrywek i „odskoczni”, jak i codziennej pracy. Również dobre znajomości mogą się przydać – od dość oczywistych (z prawnikiem czy pielęgniarką – dla gangstera to „zestaw obowiązkowy”) po nieco bardziej zaskakujące i pozornie przypadkowe.

Myślę, że łapiecie już ten obraz – w GTA 4 poza opowieścią o wspinającym się po kolejnych szczeblach podziemnej kariery gangsterze dostajemy też do rąk symulator randek, klasyczne „simsy”, mini-gierki zręcznościowe czy… symulator zachodów słońca (warto obejrzeć!). Ta gra i bez fabuły byłaby świetna! Niemal każdy z aspektów gry ma swoje odbicie w systemie „achievementów” – nagród za wykonanie odpowiednich zadań w grze. W sumie jest ich równo 50, uporządkowanych w grupy tematyczne. Graczom, którzy zdecydują się na uzbieranie kompletu takich „osiągnięć” gwarantuję dziesiątki godzin dodatkowej rozrywki.

Na szczęście ma także i fabułę – i to fabułę najwyższych lotów. Po raz pierwszy chyba w serii główny bohater – bałkański emigrant Niko – da się lubić. Choć jest płatnym zabójcą, ma swoisty kodeks moralny (coś jak pewien znany wiedźmin…), jego siłą napędową jest zemsta, zaś „złe duchy” jego przeszłości nawiedzać go będą raz po raz. Kierując jego poczynaniami, staracie się ułożyć sobie życie wśród skomplikowanych relacji Liberty City – jednak nie będziecie mieć spokojnego życia. Przygotujcie się na niespodziewane zwroty akcji, zdrady i historie miłosne… nic więcej nie powiem. Jakby tego było mało, i tak skomplikowaną fabułę sami możemy skomplikować jeszcze bardziej. Niko, choć jest killerem, ceni sobie niezależność – nie zawsze „obiekt” zlecenia trzeba będzie eliminować. Niemal wszyscy postawieni przed odpowiednim wyborem wolą ulotnić się po cichu z miasta niż iść na konfrontację. To, czy damy im taki wybór zależy wyłącznie od nas. Często daje to pole do złożonych kalkulacji – ryzyko zemsty tak zdradzonego zleceniodawcy kontra ewentualne korzyści ze strony uratowanego „obiektu” – lub po prostu spokój sumienia…
Skoro już przy tym jesteśmy – psychologia zarówno głównego bohatera, jak i pozostałych postaci zasługuje na oddzielną wzmiankę. Tu nie ma miejsca na płaski obraz zadowolonego z życia „gangsta”. Nie ma nawet zbyt wiele przyprawiającego skrzydeł patosu rodem z Ojca Chrzestnego. Mamy tu skomplikowany obraz nieszczęśliwych ludzi, którzy daremnie szukają choć chwilowego spełnienia w świecie, który nie daje im szansy na osiągnięcie go w sposób legalny. GTA 4 pod tym względem powinna doczekać się adaptacji filmowej – zapowiadałoby się kino co najmniej niebanalne.

               
Na wypadek gdyby ktoś jeszcze tego nie wiedział: GTA to gra gangsterska z dużą ilością pościgów samochodowych, strzelanin i najróżniejszych zlecanych przez aktualnych szefów misji. Te ostatnie w większości sprowadzają się do dostarczenia przedmiotu lub osoby z punktu A do punktu B lub zabicia wskazanej postaci. Zdarzają się jednak urozmaicenia – napad na bank czy porwanie córki biznesmena. Każdą misję można w każdej chwili rozpocząć od nowa (co przydaje się szczególnie wtedy, gdy postacie sprzymierzone z jakiegoś powodu nie wywiązują się ze swojej części zadania – czyżby zwyczajny błąd SI?) lub nawet porzucić z możliwością późniejszego jej rozegrania.
Każdy samochód w mieście stoi przed naszym bohaterem otworem – pod warunkiem, że poświęcimy chwilę, by sobie ten otwór wybić. Do tego klasycznego elementu rozgrywki w GTA dodano cały szereg ciekawych urozmaiceń – właściciele samochodu mogą (nareszcie!) stawiać czynny opór (nie zawsze bezcelowy), samochód może być zamknięty, przez co Niko będzie musiał wybić szybę i pomajstrować chwilę przy kabelkach, może się wreszcie włączyć autoalarm, przez co najbliższa policja zainteresuje się nami w trybie natychmiastowym.

Policjanci są szybsi i czujniejsi niż do tego przywykliśmy w GTA3 – są za to mniej nieustępliwi. Nie wystarczy już teraz ulotnić się w ciemnym zaułku, by przerwać poszukiwania – ale za to mniej chętnie ustawiają blokady na drogach czy wysyłają helikoptery. FIB zaś (to nie literówka!) podąży za nami dopiero w sytuacjach najbardziej ekstremalnych. Demontaż połowy dzielnicy na przykład – bowiem całkowite rozwałki, do których przyzwyczaiła nas seria, i tu są możliwe.

Sam bohater ma teraz szerszy wachlarz ruchów niż w poprzednich częściach serii. Może wspinać się po ścianach, skradać czy strzelać zza węgła. Dysponujemy też nowym systemem celowania – możemy na przykład „zalokować” się na określonej części ciała przeciwnika. Dzięki temu możemy, schowani za samochodem, czatować na wychylenie się przeciwnika głową i eliminować zgrabnym headshotem. Celownik sam zaświeci się na czerwono, jeśli mamy szansę zabić przeciwnika jednym strzałem – lub skurczy się w czerwoną kropkę, jeśli mamy do czynienia z przeciwnikiem nieuzbrojonym, nadającym się do ogłuszenia. System celowania można też wyłączyć – choć praktycznie przydaje się to tylko w sytuacjach, w których chcemy razić „na ślepo” zza węgła, gdy wychylenie się byłoby zbyt ryzykowne. Stanowi to zarówno olbrzymie ułatwienie, jak i wyraźną poprawę systemu walki – dotychczasowe były nieco zbyt sztuczne.

Ułatwieniom w walce odpowiadają utrudnienia w systemie sterowania pojazdami. Koniec z wybitnie arkadowym charakterem tego elementu rozgrywki – GTA4 zbliżyła się tu do realistycznych symulatorów wyścigów. Każdy samochód ma teraz inne osiągi, zaś realistyczna fizyka bezwładności daje o sobie znać w sposób odczuwalny – szczególnie przy wypadkach. Co ciekawe, wpływa ona także na sterowanie „gołym” bohaterem poza pojazdami. Gdy już się do tego przywyknie – szczególnie przy skokach – okazuje się to bardzo naturalne.
Weterani GTA3 zauważą też z pewnością brak systemu rozwoju postaci. Jest to moim zdaniem jednak zmiana na lepsze. Bohater startował ze współczynnikami nierealistycznie niskimi. Poza tym, system ten mógłby odciągać uwagę gracza od rozbudowanego świata gry.

Nie dość, że sam świat przedstawiony ze swoją złożonością, ogromem i całkowitą dowolnością poczynań może całkowicie pochłonąć gracza. Nie dość, że fabuła jest jedną z najlepszych i najmniej liniowych opowieści spośród wszystkich dostępnych na rynku gier. Jakby tego było mało, opcje gry wieloosobowej (uruchamianej zresztą z pomocą wspomnianego telefonu komórkowego) też są znakomite. W sumie czeka na nas 15 trybów rozgrywki z wieloma ustawianymi parametrami takimi, jak obszar pola gry, obecność policji, zagęszczenie ruchu… Na szczególną uwagę zasługują Car Jack City i Bomb da Base. Chociaż klasyczny, teamowy Deathmatch (do 16 graczy) też dostarcza mnóstwo zabawy – i okazuje się być nie aż tak klasyczny, jak by się wydawało. Jeśli zaś stanowicie zgraną paczkę, tryb kooperacyjny stanowić może najciekawsze wyzwanie z możliwych (tutaj maksimum wynosi 4 osoby na raz).

Trudno się tu nawet silić na jakieś skomplikowane podsumowanie. Jeśli zakupiłeś grę dwa lata temu, prawdopodobnie nadal grywasz w nią od czasu do czasu i wciąż odkrywasz nowe aspekty gry. Jeśli jeszcze nie grałeś – zakup natychmiast! Dwuletnia grafika naprawdę nie jest tak stara, jak się z początku wydaje. Kiedy już odłożycie tę grę na półkę po setkach, a może i tysiącach godzinach gry – któż może przewidzieć, jakie opcje graficzne będą wtedy w standardzie? Jedno jednak przewidzieć można z dużym prawdopodobieństwem: grę w GTA4 będziecie wspominać dużo później jako jeden z najlepszych epizodów w Waszej „karierze” gracza.

 

Written By
More from konadmin

PS4 i obowiązkowe połączenie z siecią? Sony nawet nie brało tego pod uwagę.

Ostatnie doniesienia i plotki wskazują na to, że nowa konsola Microsoftu może...
Read More
recenzje gier na konsole playstation, xbox, wii, Grand Theft Auto IV

Grand Theft Auto IV nie jest grą najnowszą. Choć ma już niemal równo dwa lata, warto o niej przypomnieć. W pierwszej kolejności dlatego, że na rynku ukazała się nowa edycja GTA4: Platinium Pack. Jednak przede wszystkim dlatego, że pamięć o tak rozbudowanej, inteligentnej i nade wszystko miodnej grze nie powinna nigdy zaginąć! O takich pozycjach bez wyrzutów sumienia i niebezpieczeństwa przesady powiedzieć można: stara, ale jara.

" />