Demon’s Souls

demonssoluls_small
demonssoluls_small

Demon’s Souls przychodzi mi recenzować ponad dwa lata od oficjalnej premiery. Od tego czasu na rynku pojawiło się wiele konsolowych tytułów, a poprzeczka wyznaczająca standardy w wirtualnej rozrywce poszybowała w górę o kilka pięter. Pisząc ostatnie zdanie mam na mam na myśli chociażby trzeciego God of War’a czy obie części Dragon Age, a więc pozycje o znaczeniu kluczowym dla rozwoju gier spod gatunku action adventure oraz RPG.

Demon’s Souls przychodzi mi recenzować ponad dwa lata od oficjalnej premiery. Od tego czasu na rynku pojawiło się wiele konsolowych tytułów, a poprzeczka wyznaczająca standardy w wirtualnej rozrywce poszybowała w górę o kilka pięter. Pisząc ostatnie zdanie mam na mam na myśli chociażby trzeciego God of War’a czy obie części Dragon Age, a więc pozycje o znaczeniu kluczowym dla rozwoju gier spod gatunku action adventure oraz RPG. Oba przytoczone w niniejszej recenzji nieprzypadkowo, gdyż Demon’s Souls czerpie z tych właśnie gatunków to co najlepsze. Ich fani, do których należy zaliczyć również moją skromną personę to osoby wymagające, które wiele już widziały i potrafią wybrzydzać. Niełatwo nas zaspokoić, ale jeżeli się uda walka, dialogi i rozwój wirtualnych postaci pochłania dziesiątki godzin naszego cennego czasu. Czy gra, która zebrała świetne recenzje w roku 2009 ma wciąż może zmusić do nieprzespania nocy, zawalenia egzaminu czy spowodować rozpad związku?

Wielki był to władca!

Historia opowiada o losach pewnego bardzo kochającego poddanych króla Allanta XII. Był to wspaniały władca chcący jedynie dobrobytu mieszkańców Boletarii, bo tak nazywała się kraina, którą władał. By owy dobrobyt zapewnić król Boletarii zaangażował się w nieco podejrzany proces akumulacji energii dusz umarłych wojowników. Był to bardzo skromny człowiek i dla siebie chciał jedynie niepokonanej armii i ogromnej potęgi. Trzeba przyznać, że proces był nader efektywny, bo pod pieczą niepokonanego króla żyło się lepiej… wszystkim. Całość szła gładko, do momentu aż dusze upomniały się o wolność, a Boletarię spowiła nieprzenikniona mgła. Sny o nieskończonej potędze pękły niczym bańka mydlana, a dług wobec umarłych wojowników musiał zostać spłacony. Moje złośliwości względem Allanta XII powoduje fakt, że cała sytuacja wydała mi się dziwnie znajoma. Gdyby zamiast króla dać władzę ustawodawczą i wykonawczą, zamiast akumulacji energii dusz, narastanie długu publicznego, a zamiast mgły kryzys finansowy… nie będę się galopował, bo to nie czas i miejsce na polityczne dywagacje. Musicie mi jednak wybaczyć brak sympatii do króla. Po prostu sam jest sobie winien. Kontrolę nad tym całym bałaganem przywrócić mógł tylko najmężniejszy spośród rycerstwa i tu drogi graczu wkraczasz do akcji. Trzeba zwalczyć zło w Boletarii nad którą zaległy cienie.

ds1

Smoki, czarnoksiężnicy i pełne płytowe zbroje.

Na wspomnianą w poprzednim akapicie akcję sterowany przez nas bohater wcale nie powinien się spieszyć. Do gry wkraczamy jako śmiertelnicy i padamy trupem przy pierwszym lepszym przeciwniku. Dopiero nasza reinkarnacja będąca jedną z zamieszkujących licznie Boletarię dusz wojowników będzie wędrować przez resztę krainy. W tym momencie możliwe jest zindywidualizowanie cech przyszłego wybawiciela Boletarii. Wyborów do dokonania jest zatrzęsienie, poczynając od płci, wyglądu i koloru skóry a kończąc na klasie naszej postaci. Tych ostatnich jest aż 10 i każda zmusza nas do indywidualnego podejścia do problemu eliminacji osobników w Boletarii niepożądanych. Jako człek prosty wśród tej mnogości wyborów zdecydowałem się przemierzać świat gry jako wojownik. Jaka to podróż? Przede wszystkim wymagająca. Zapomnijcie o rozbijaniu hord mięsa trzema machnięciami czy jednym czarem. W Demon’s Souls save’y tworzą się automatycznie po osiągnięciu pewnych punktów nawigacyjnych. Śmierć czyha na każdym kroku i już kilka ciosów od pierwszej lepszej bestii wysyła nas na początek checkpointu. To nie byłoby może takie straszne i okropne, gdyby nie wiązało się z konsekwencjami. Pierwszy zgon między checkpointami powoduje powrót na początek bez uzbrojenia, jako dusza. Nasz ekwipunek leży sobie spokojnie z ciałem i dopiero, gdy dostaniemy się do miejsca jego spoczynku odzyskamy wszystko co tam zostało. To idealny scenariusz. Jego wykonanie utrudnia fakt, że wraz z nami odradzają się wszyscy utłuczeni przeciwnicy. Ginąc zaś drugi raz ryzykujemy utratę nie tylko ekwipunku, ale też wszystkich zebranych dusz… na zawsze. Boli? Dla pocieszenia  dodam, że mnie też bolało, gdy ten scenariusz przydarzył mi się po raz pierwszy.

ds2

Cóż moje oczy zmęczone widzą?

Poziom trudności bez wątpienia wynagradza porządna grafika. Po kilku latach może nieco trącić myszką, ale jest cała masa gorzej pod tym względem zrealizowanych nowych produkcji i Demon’s Souls wytrzymuje pod tym względem próbę czasu. Lokacje są ogromne, a ich dokładna eksploracja to zajęcie na zdecydowanie dłużej niż czas niezbędny do ukończenia gry. Potwory, zwłaszcza smoki, są monumentalne i wzbudziły swoim majestatem mój nieukrywany szacunek. Ciekawi mnie bardzo jak wyglądały sesje motion capture do Demon’s Souls, a zwłaszcza czy były w nich wykorzystane średniowieczne zbroje. Bohater porusza się niemalże przez całą grę w pełnej płytowej zbroi i animacja rzeczywiście wiernie odwzorowuje kogoś poruszającego się w takiej kupie żelastwa. Pomimo upływu lat do grafiki ciężko się przyczepić i policzyć ją trzeba Demon’ Souls na plus.

ds3

Jest też multiplayer.

Przemierzanie Boletarii nie musi oznaczać samotnej wędrówki. Możliwe jest też pokonywanie kolejnych questów i eksploracja terenu w trybie online z innymi graczami. W tym moją uwagę zwrócił zwłaszcza system, pozwalający zostawiać wiadomości dla innych w świecie gry. Możliwość otrzymania porady od kogoś grającego dłużej ode mnie nieraz ratowało mi skórę i wyraźnie zwiększała radość z gry. Przykład? Chodziłem sobie radośnie po boletariańskim płaskowyżu, aż natknąłem się na pozostawioną na ziemi wiadomość: „Za wzgórzem jest naprawdę duży demon. Bez 20 levelu nawet nie podchodź”. To był pierwszy i ostatni raz, gdy nie posłuchałem. Ledwie odzyskałem swoje przedmioty.

      
Warto?

Lata lecą, a gry się zmieniają. Jedynie gracze poszukują w nich ciągle tego samego, czyli zadowolenia i szczerej uciechy z nadwyrężania nadgarstków przy padach lub w skrócie: grywalności. Demon’s Souls tę niewątpliwie ma i jeżeli nie straszne wam wyzwania i czyhająca na boletariańskiego bohatera śmierć zdecydowanie warto. Fani fantasy będą wniebowzięci.

 

PLUSY:

– Ogromny świat

– Multiplayer

– Pomimo lat świetna oprawa audiowizualna

MINUSY:

– Wyśrubowany poziom trudności

– Nie można robić save’ów w dowolnym momencie.

 

OCENA: 8,5/10

Autorby ostry

Written By
More from konadmin

Battlefield Bad Company 2 Vietnam

Electronic Arts przedstawiło nowy zwiastun rozszerzenia gry Battlefield Bad Company 2
Read More
demonssoluls_small

Demon’s Souls przychodzi mi recenzować ponad dwa lata od oficjalnej premiery. Od tego czasu na rynku pojawiło się wiele konsolowych tytułów, a poprzeczka wyznaczająca standardy w wirtualnej rozrywce poszybowała w górę o kilka pięter. Pisząc ostatnie zdanie mam na mam na myśli chociażby trzeciego God of War’a czy obie części Dragon Age, a więc pozycje o znaczeniu kluczowym dla rozwoju gier spod gatunku action adventure oraz RPG.

" />