Classical Review – Resident Evil 2

Pierwsza część serii, jak się okazuje, wytyczyła standardy, pokazała klasę i nową jakość. Zasiadając przed deską kreślarską, Capcom nie miało łatwego zadania, ponieważ trzeba było kontynuować coś wybitnego. Oczekiwania fanów były ogromne, a w zaciszu studia powoli pracowano nad kontynuacją. Założenia zostały spełnione, gracze otrzymać mieli więcej, dłużej i lepiej. Strudzeni gracze z salonów rezydencji zostali wypuszczeni na ulice Raccoon City. Miasteczka, który obrosło w późniejszym okresie istnym kultem i doczekało się epizodu w kinematografii. Zadajmy sobie więc pytanie: dlaczego tak bardzo kochamy Resident Evil 2?

Re banner

Zacznijmy jednak od samego początku. Sequel gry z 1996 uległ rewolucji na kilku płaszczyznach. Fabularnie akcja gry wychodzi z mrocznej rezydencji na ulice miasta. Może słowo ulice to kwestia sporna, tym nie mniej podczas rozgrywki zwiedzimy kilka przecznic i ciemnych zaułków, ale o otwartym mieście nie ma tutaj mowy. Do dyspozycji oddano nam sporej wielkości, kilku piętrowy posterunek policji, kanały i laboratorium. Zamykając sprawę w rezydencji wszystko wyglądało dobrze. Jak się jednak okazało, korporacja Umbrella potajemnie prowadziła swoje badania nad bronią biologiczną – tym razem nad wirusem o kryptonimie T. Jako że otrzymaliśmy nowe środowisko, nowy wirus, nowe zagrożenie (o których później), otrzymać musieliśmy również świeżych bohaterów. Tym razem Shinji Mikami świetnie przemyślał sprawę. Gra została umieszczona na dwóch płytach, co łącznie dawało nam do dyspozycji aż cztery scenariusze! Jak na tamte czasy było to świetne rozwiązanie, które sprawiało, że Resident Evil 2 okazał się wymagającą, w miarę rozbudowaną i długą grą. Cztery scenariusze pozwalały uchwycić akcję z oczu dwóch nowych bohaterów. Pierwszy z nich to Leon S. Kennedy – nie opierzony glina, który przyjeżdża do Raccoon na pierwsze dni służby. Drugą bohaterką jest Claire Redfield – siostra tego samego Chrisa Redfield’a, którego pamiętacie z pierwszej części gry.

Już na początku rozgrywki należy wybrać jedną z dwóch postaci: Leon’a> albo Claire. Ma to istotne znaczenie dla rozgrywki, gdyż obydwa scenariusze różnią się nieco od siebie (bohaterowie na swoich drogach spotykają inne postacie i znajdują odmienną broń). Ponadto, gdy przykładowo przejdzie się etap grając Claire, gra tworzy save’a i od teraz można zacząć grać Leonem (tyle że mamy do dyspozycji rozszerzony scenariusz). W tym momencie warto zaznaczyć oczywistą oczywistość – podczas rozgrywki, druga postać nie stała w miejscu, a robiła swoje, by sprawdzić co, jak i gdzie Capcom oferował wyżej wymienione scenariusze.

RE1

Prowadzenie rozgrywki nie odbiegało od tego, co okiełznaliśmy poprzednim razem. Podwieszone statyczne kamery, renderowana grafika i wieczny deficyt amunicji. Akcja gry, jak wspominałem, przenosi nas do wielu miejsc, które przemierzamy w charakterystyczny sposób. Punkt A prowadzi nas do przedmiotu X, który to otwiera wejście do punktu B, który to…i tak dalej. Po drodze napotykamy na wiele zagadek, które zmuszały do myślenia. Capcom świetnie je rozplanował i zaprojektował, szkoda, że w późniejszym okresie z tego dobrodziejstwa stopniowo rezygnował. Tym razem klimat grozy został ubarwiony o wiele charakterystycznych niespodzianek. Resident Evil 2 to produkcja, przy której naprawdę można było się wzdrygnąć ze strachu. Biegniemy korytarzem, wszędobylska cisza, trup na ziemi, a tu po chwili łup – dźwięk potłuczonego szkła i chmara wron. Takich momentów jest tutaj naprawdę sporo.

Stosownej ewolucji doczekał się również arsenał gracza. Doszło wiele ciekawych pukawek. Gracz mógł używać takich sprzętów jak Beretta, shotgun, kusza, granatnik, UZI, spark shot (sporych gabarytów paralizator), miotacz ognia czy mocarny Magnum, które można było dozbrajać. Arsenał dawkowany był stopniowo, w miarę postępów w grze. Jego użyteczność zależała od sytuacji, osobiście większość gry spędziłem z Berettą w dłoniach. Mocniejszy sprzęt oczekiwał na bossów. Tutaj Capcom również spisał się wyśmienicie. Antagoniści prezentowali się świetnie, potrafili przestraszyć. Po raz pierwszy do serii trafił tak zwany Tyrant – protoplasta prześladowcy, którego oddech czuliśmy na karku przez całą rozgrywkę. Kiedykolwiek się pojawiał pozostało nam tylko walczyć – a warto było, często coś po nim otrzymaliśmy. Kolejnym antagonistą był William Birkin i jego wariacyjne transformacje. Ten przypadek śledził nas z wielu powodów – jednym z nich była dziewczynka Sherry, która okazała się być jego córką. Walki z bossami wymagały od gracza zręczności i zasobów amunicji, a jak wcześniej wspominałem, tej było naprawdę niewiele.

 RE2

Miejscówki miały swój klimat. Wiele czasu spędziliśmy na posterunku policji, osobiście uznaję tą lokację za najciekawszą w serii. Poziom trudności, jak na dzisiejsze realia samograjów, był naprawdę wymagający, nie tylko ze względu na deficyt amunicji, ale na zagadki, skomplikowane lokacje i przeciwników. Zombies, lickery, pieski czy roślinki. Półświatek Resident Evil 2 jest nimi dosłownie zalany. Co może się podobać to psychologiczny efekt walki o przetrwanie – zwykłych ludzi, których krótkie historie czytamy w notatkach. Pod względem fabularnym i prowadzeniem scenariusza mamy klasyk czystej krwi. Sylwetki bohaterów, mimo iż przerysowane, wzbudzają sympatie i podczas gry się do nich przywiązujemy.

Capcom zaprojektował wciągającą, długą i odkrywczą grę. Zadbano o to, aby do niej wracać i próbować swych sił po raz kolejny. Jeżeli chcieliśmy zobaczyć inne stroje bohaterów warto było pokombinować – dojść do komisariatu jednocześnie nie podnosząc żadnego przedmiotu. Gra oferowała również specjalny scenariusz – misja Hunka. Na tamte czasy i mechanikę gry nie było to takie proste. Należało przejść jedną z postaci (dowolną) scenariusz A i otrzymać ocenę końcową A. Następnie korzystając z końcowego save’a przebrnąć przez scenariusz B również z oceną A, gdzie ocena naszych poczynań zależała od stylu gry – im efektowniejszy tym wyższa ( odpuszczenie sobie First Aid Spray’ jak i zapisu gry ).

Swoje pierwsze doświadczenia z grami wideo zapamiętam na zawsze. Wraz z pojawieniem się szarej konsoli u kumpla na półce pojawił się również legendarny Residen Evil 2. Wtedy świadomość płatała figle, naginało się rzeczywistość, żyło się inaczej. Ten klasyk otworzył mi oczy na przemysł gier wideo. Oceniać tej gry dziś nie sposób, tym nie mniej w swoich czasach okazała się produkcją z gatunku 10/10. Zasługuje na to i dzisiaj, wśród gier , które oferują grafikę z kosmosu ale są puste i nudne. Residente Evil 2 to przygoda, to odkrycie, to najwspanialsze chwile grozy (!?) jakie przeżyłem w swoim życiu. Polecam ten horror każdemu. Warto poznać tę historie, te postaci. Warto odwiedzić przetrzebiony przez zarazę posterunek, tylko po to, aby przekonać się, jak kiedyś wyglądały gry z gatunku survival horror. Shinji Mikami w tym przypadku podbił serca graczy, podbił również ich tętno do granic możliwości. Klasyk którego powinien znać każdy sympatyk gier wideo!

Written By
More from Patryk

Pierwsze urodziny gry World of Tanks: Xbox 360 Edition

Firma Wargaming informuje o pierwszych urodzinach gry free to play World of...
Read More