Bulletstorm – nie fabuła, nie realizm, a grywalność, głupcze!

bulletstorm-logo-recenzja-small
bulletstorm-logo-recenzja-small

Przymrużcie oko na fabułę, zapomnijcie o skrajnie realistycznych pozycjach typu Ghost Recon i rozkoszujcie się beztroskim zniszczeniem.

bulletstorm-recenzja-projektkonsola-pl-wejsciowka

 

SKANDAL! HAŃBA!

“Niech rodzice się strzegą. Na horyzoncie pojawił się Bulletstorm.” To fragment artykułu dotyczącego najnowszego FPS produkcji People Can Fly opublikowany przez FOX News- serwis informacyjny uważany w USA za wysoce opiniotwórczy. Dalej czytamy: W grze jest dużo profanacji, oczywiście włączając częste użycie niecenzuralnych wyrażeń. Bulletstorm jest generalnie odrażający, z częściami ciał, które wybuchają na ekranie.” Nie wiem jak wy reagujecie na tego typu rewelacje. Ja lepszej zachęty do wirtualnej rozrywki nie potrzebuję…

SŁÓW KILKA O FABULE.

Akcja gry przenosi nas na zapomnianą przez Boga planetę o nieco drażniącej dla uszu nazwie – Stygia. Całość rozgrywa się w nieodległym XXVI wieku. Drużyna najemników Dead Echo, na czele z Graysonem Huntem zostaje wrobiona w rzeź niewinnych cywilów, zamiast której mieli wykonać samosąd na dealerach narkotykowych i pozbawionych litości masowych mordercach. Sprawcą zamieszania jest generał Sarrano, który wykorzystał Dead Echo do swoich niecnych planów. Hunt nie mógł na takie wynaturzenie pozostać obojętny, więc… wiecie co? To naprawdę nie jest istotne. Śledząc proces produkcji, bogato w sieci opisany, zauważyłem, że za stworzenie ram fabularnych dających pretekst do radosnego pozbawiania życia twórcy wzięli się na samym końcu. W tej produkcji uwagę zwraca przede wszystkim grywalność.

bulletstorm-opis-gry-projektkonsola-pl

KILL WITH SKILL!

Pouczeni powyższym, zamiast na fabule skupmy się lepiej na tym, że strzał oddany w kierunku przeciwnika po potraktowaniu go, kolokwialnie mówiąc „z buta” jest nagradzany dodatkowymi punktami. Zapamiętajcie też, że granaty należy kierować w stronę jak największej liczby odbiorców, bo po pierwsze fontanna mięsa wygląda bardzo efektownie, a po drugie, dostajecie dodatkowe punkty za tzw. „gangbang”. Skillshoty, bo o nich mowa, to nowinka w FPS-ach. Założenie jest proste, a jego kwintesencja to hasło reklamowe Bulletstorm’a „kill with skill”, czyli „Zabijaj umiejętnie”. Twórcy przewidzieli 131 unikalnych sposobów na wysłanie oponentów do krainy wiecznych łowów, z czego wiele wykorzystuje napotkane elementy otoczenia takie jak ściany, pozbawione izolacji kable czy mięsożerne kwiaty. Większość z tych sposobów otrzymała swoje nazwy, a ich wykonanie wiąże się z polepszeniem wyniku punktowego. I tak przecięcie oponenta na pół nazwane zostało „topless”,  a nabicie na wystający pręt czy inny ostry element nosi miano „Voodoo doll”. System skillshotów sprawia masę frajdy, a jego eksploracja okrutnie wciąga. Nieraz ekran telewizora spowijała czerwień z której wyłaniał się powoli napis „restart from last checkpoint” tylko dlatego, że zamiast strzelać zastanawiałem się w jakiż nowatorski sposób mogę pozbawić tego czy innego brzydala nóg.

ŁADNiE CHOCIAŻ NA TEJ STYGII?

Przyjemność związana ze zdobywaniem kolejnych skillshotów jest o tyle większa, że odbywa się w świecie stworzonym przez zespół porządnych grafików. Gra wykorzystuje popularny ostatnio engine unreal 3, znany z takich produkcji jak: Gears of War, Batman: Arkham Asylum czy Borderlands. Na uwagę zasługuje też obraz otoczenia gracza. Kilkakrotnie zmieniała się koncepcja wyglądu Stygi. Początkowo miała to być planeta mroczna, z przeciwnikami czającymi się w cieniu. Ostatecznie zdecydowano się na model tworzący skojarzenia z czymś nieco bardziej sielskim. Planeta na pierwszy rzut oka sprawia bowiem wrażenie raju utraconego. Na ten obraz składają się monumentalne budowle, rozpromienione niebo i bogata  flora. Z tym, że z budowli skłot urządziły sobie zbiry Sorrano, bujna roślinność obejmuje też dwumetrowe rosiczki, a na tle niebieskiego nieba wciąż widać jeżeli nie kule to przynajmniej oderwane od tułowia ręce i głowy. Aż chce się czasami odłożyć pada i po prostu popatrzeć. Modele broni i postaci oceniłbym jako  co najmniej poprawne. Każde ciało można rozczłonkować na poziomie poszczególnych stawów. Wybuchy zaś realizmem nie ustępują nawet tym z produkcji filmowych. Interesującym smaczkiem jest spowolnienie animacji, coś na kształt bullet time z max payne’a (pamięta ktoś jeszcze te czasy?). W Bulletstorm jednak zwalniają ciała naszych przeciwników po potraktowaniu jednym z dwóch ataków typu melee, co pozwala na precyzyjne rozprowadzenie ołowiu po powierzchni ich skóry oraz ułatwia wykonywanie skillshotów. Niby mała rzecz, ale Bulletstorm sporo na tym zyskuje.

bulletstorm-recenzja-pelna-projektkonsola-pl-1

Z KIM JA PRACUJĘ?!

Początkowo gra miała kłaść nacisk na tryb kooperacji. Ludzie z People Can Fly planowali nawet umożliwienie przechodzenia kampanii przez kilka osób jednocześnie. Z tej koncepcji nie zrezygnowano kompletnie. W trakcie podróży prawie zawsze ktoś z nami jest, choć prędzej powiedziałbym, że prawie zawsze ktoś nam przeszkadza. AI członków drużyny mistrzostwem świata bowiem nie jest. Zawsze do serca akcji docierają z opóźnieniem, a w porównaniu do Hunta są całkowicie pozbawieni finezji. Raczej odbierają mu fragi niż pomagają je zdobywać i często wbiegają na linię strzału wyłapując idealnie wycelowany granat. Mankamentem gry jest również system sterowania, zwłaszcza, gdy akurat jesteśmy w lokacji bez przeciwników lub takiej w której przeciwnicy jeszcze niedawno byli. Biega się niewygodnie, skakać nie można, a pokonywanie terenowych barier bardzo rzadko wychodzi „z biegu”. Najczęściej w tych sytuacjach niecenzuralny język dobiegał nie, jak przez większość gry z głośników telewizora, a z mojego gardła. AI przeciwników również nie napawa optymizmem. Wprawdzie chowają się za przeszkody, ale robią to według schematu i zajmują z góry ustalone pozycje. Nie uciekają, nie przegrupowują się i walczą do końca niczym orkiestra z Titanica, nawet jeżeli w danej lokacji pozostała już ostatnia nie zarżnięta owieczka. W przypadku uzbrojonych mieszkańców Stygi okazuje się to jednak często plusem. Łatwiej w tych warunkach zdobywać kolejne skillshoty. Nie myślcie jednak, że jest łatwo. Oprychy strzelają naprawdę nieźle i korzystają z różnych zdobyczy techniki takich jak samochody czy może i nieduże, ale jednak helikoptery. Nieraz trzeba się napocić, żeby oczyścić lokację. Większość nowych produkcji przyzwyczaiła nas, że prawdziwymi zabijakami możemy się poczuć dopiero zmiatając z powierzchni planety coś większego od nas samych. Bulletstorm nie jest wyjątkiem. W trakcie rozgrywki nieraz będziecie mieli do czynienia z oponentami zajmującymi znaczną część nawet nie ekranu, a lokacji. Bywa, że na ekranie się nie mieszczą… Nie chciałbym jednak psuć zabawy pisząc co na was czeka. Powiem tylko, że będzie się działo.

ZABAWKI.

Gra oferuje 7 rodzajów broni od zwykłego karabinu (Tak, tak! To najmniejszy kaliber.) przez shotguna po strzelającego wiertłami Penetratora. Każdy z gnatów ma dodatkowo alternatywny tryb ognia, co do zasady czyniący większe spustoszenie. Do tego są aż dwa rodzaje ataku melee.  Skracająca dystans smycz (leash) oraz prosty, acz bogaty w przesłanie kopniak. A propos tej pierwszej trzeba przyznać, że to bardzo przydatne narzędzie. Smycz jest dopasowana do DNA jej posiadacza, wszczepiona pod skórę ręki i stworzona z czystej energii. Pozwala na momentalne przyciągnięcie przeciwnika w naszym kierunku lub wysłanie go wysoko w powietrze (w ten sposób zaczyna się sporo skillshotów…). Arsenał może sprawiać wrażenie ubogiego, choć przy wykorzystaniu alternatywnego trybu ognia naprawdę jest czym strzelać. Poza tym możliwości jego wykorzystania to temat na podręcznik.

people-can-fly-projektkonsola-pl

WYBÓR NALEŻY DO WAS.

Zawsze wolałem filmy i gry, gdzie „fajnie się rozpiernicza”. Ludzie od People Can Fly (btw, na bank już to wiecie, ale za tą nazwą kryją się nasi rodacy) zdecydowanie też i myślę, że Bulletstorm powali miodnością jeszcze wiele osób o podobnych do naszych preferencjach. Przymrużcie oko na fabułę, zapomnijcie o skrajnie realistycznych pozycjach typu Ghost Recon i rozkoszujcie się beztroskim zniszczeniem. Wierzcie mi, wrócicie do tej gry. Przede wszystkim dlatego, że pozwala na odstresowanie się  dużo lepiej niż kozetka i psycholog. Cóż lepiej zwalcza stres niż miarowy dźwięk rozgrzanego do czerwoności miniguna wzbogacony o akompaniament potępieńczych krzyków? Według mnie, ta brutalność  to powód, dla którego Bulletstorm jest co najmniej warty uwagi, a dla Fox News, by gry zakazać. Które stanowisko bardziej was przekonuje?

 

BulletStorm-recka-projektkonsola-pl

 

PLUSY:
– mnóstwo broni
– mnóstwo zabijania
– mnóstwo fun’u

MINUSY:
– fabuła
– brak trybu kooperacji

 

OCENA: 9/10

 

Autor: by ostro


        

Written By
More from konadmin

Sprzedaż gier w Wielkiej Brytanii

Fifa 12 w Wielkiej Brytanii nie króluje już na listach sprzedaży. Kopanina...
Read More
bulletstorm-logo-recenzja-small

Przymrużcie oko na fabułę, zapomnijcie o skrajnie realistycznych pozycjach typu Ghost Recon i rozkoszujcie się beztroskim zniszczeniem.

" />